sprytne komixy
hej właśnie skończyłam rysować pare odcinków i musze powiedzieć że było
śmiesznie;) aaa eee chciałabym podkreślic że one nie są jakieś świetne(jeśli
sie spodziewacie dzieła sztuki to sie zdziwicie). to są zwykłe, proste komixy
(rysowane w jak w paincie- same patyki).marcia uwież że do tworzenia takiego
czegoś nie trzeba miec talentu. aha bo tak w ogóle stwierdziłam że sbrubuje je
narysować bo opowiadanie wyjdzie moim zdaniem (skromnym) denne;/. jeśli macie
photoshopa to moge przesłać a kooni albo falkon moga je zamieścic na swojej
stronce. hmm musiałam wykopać wszystkie zeszyty w których komixy sie szlajały
(jest tych zeszytów kilka) i rysowałam sobie(mam juz jakieś ...5???... nie
liczyłam;) heh ide powoli spać bo jutro do szkółki ;/// heh papatki kochani

     

  Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeństwa...

Rozmowa

- Pan, śpiewak, świat widzi ponuro:
Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają - pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!

- Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

- Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze - jeszcze się przyśni;
W cierpieniu - wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.

- Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie choć smutne -
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

- Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!

- Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość - księga stara,
Którą warto Bogu polecić.

Właśnie Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić;
Pojąć sztukę pańską, to sztuka.
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?

- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.

7.12.1991

Jacek Kaczmarski

  Wczoraj bylem swiadkiem zjawiska......
Piatek,28.05.2004
Organizatorzy tzn Svenska Harley Davidsson Cluben spodziewaja sie jutro ponad
15 000 Harlejowcow.
Jak dotad przyjechali z calej Europy dlatego ze jezdza motocyklem marki HD.Do
poniedzialku beda sie zabawiac pic piwo, opowiadac ogladac nawzajem swoje
motocykle.Zebrali sie na starym lotnisku wojskowym w Ljungbyhed.
Mozliwe ze przyjedzie nawet 20 000 HD motocykli opowiada Claes Hassel z Clubu
Harley- Davidson Club Sweden ktory zorganizowal ten rajd pod nazwa Superrally.
Byl moment irytacji gdy policja zorganizlowa wielka akcje. Wszyscy motocyklisci
ktorzy mieli oznaczenia na plecach Hells Angel i Banditos lub podobne byli
zawroceni i poddani przeszukaniu.Znaleziono wiele nozy i innych akcesori do
bojek.Wszystkie te rekwizyty zostaly skonfiskowane.Claes Hassel opowiada ze
nigdy zadne spotkanie podczas ostanich 20lat nie skonczylo sie zadna bojka.
Packer i Sandra z poludniowych Niemiec powiedzieli ze oni takie spotkania
kochaja i lubia popatrzyc po ten zbior roznych ludzi "all crazy people",
podczas takich zjazdow.
Dla ciekawosci podaje aktualna cyfre motocykli jaka jest zarejestrowana na
terenie Szwecji tylko 25 000 sztuk.Trudno jest osadzac i porownywac te
motocykle poniewaz kazdy jest inny, te ktore przyjechaly do Ljunngbyhed.
Stig Srömkvist przetlumaczyl Michal Sydsvenska piatek 28.05.2004.

  jak sobie poradzic z zazdroscia?
A czy zastanawiałas się DLACZEGO Twoja siostra pisuje do Ciebie te listy?
Ja mogłabym być osobą, ktorej mogłabyś zazdrościć. Mam kochającego męża, dwoje
udanych dzieci, niezłą sytuacje finansową. I ból pod tym wszystkim, że czas
płynie i zmienia się wszystko. Chciałabym zatrzymać go w miejscu, by nikt nie
zachorował, nie odszedł...Wiem, ze to nierealne. Ale tak nieprzytomnie kocham
swojego Męża, że nie wyobrażam sobie rozstania. A muszę się z tym liczyć,
bo...jest ode mnie starszy o 20 lat. Modlę się, byśmy odeszli jednego dnia, i
zazdroszczę wszystkim 50-latkom, że mają 50 lat. Że muzyka tamtego czasu,
kultura, sztuka, wydarzenia były Ich udziałem.A TO POWINIEN BYĆ MÓJ CZAS!!!
Urodziłam się za późno...
50-latko, piszę to by pokazać Ci, że każdy ma lub będzie miał ból, odczuje to o
czym pisze 1Jacek. Nie jesteś swoją siostrą. Ja swoimi schizami podzieliłam się
dopiero tu.
Postepuję podobnie jak Twoja siostra. Zachwycam się życiem, opowiadam o swoim
szczęściu. Żeby je zatrzymać...Nie wiesz, co dręczy Ją. Lub będzie dręczyć.
Co zrobić z zazdrością? Niech ukłuje od czasu do czasu, ta mała żmijka. Ale
jest ona sprawiedliwa - nie pomija nikogo.
A kasa od Niej dla Ojca należy się, swoją drogą.
Pozdrawiam, A.

     

  wiosna-lato?
och! i ach!:)))))
Kochane jestescie Dziewczyny!!!! Dziekuje Wam i od razu opowiadam nastepna
historyjke:)))
Zapomnialam mianowicie opowiedziec, jak to jedzac w ogrodku obserwowalam oczko -
tez w moim ogrodzie. Otoz mieszkaja tam ku mojej uciesze (te wieczorne
koncerty!) zabki, sztuk conajmniej 7. I wczoraj jedna z nich wskoczyla na
jednym koncu oczka, przeplynela eleganckim stylem (na zabkie, jasne) wzdluz,
wyskoczyla zgrabnie, rozejrzala sie, odpoczela na slonku i poskakala spowrotem
na start. Wskoczyla znowu, przeplynela elegancko jak poprzednio... co tu duzo
mowic, powtorzyla ten numer 4 razy!!! To bylo bajeczne. I jak sie tu nie
zachwycac natura?
Pozdrawiam.

  Merkury w Bliźniętach
no dobra, przyznam się. Mój Merkury jest w Bliznietach. Gadam dużo dużo od
dziecka, teraz trochę mniej. Kocham czytać, a razcej pochłaniać książki. Piszę
sporo. Kiedyś bardzo dużo epistoł Korespondowałam z całą Polską Pisałam
opowiadania, wiersze, sztuki, pamiętniki... Teraz, pracę magisterską. Idzie
ciężko, bo taki bliźniakowaty Merkury szybko się nudzi tym co robi, i w
międzyczasie musi zajmować się tysiącem innych rzeczy. Ja myślę, że to coś w
rodzaju ADHD Nieskromnie dodam, że mam sporo zdolności (ale chyba żadnego
talentu ) i mnóstwo zainteresowań na 5 minut. Lubię wiedzieć wszystkiego po
trochu. Wyjątkiem jest astrologia, której jestem wierna już cały (ho!ho!) rok!

  prawnik+ tłumacz=wyjeżdzać do Kanady??
" Kochana uwielbiam ten styl myślenia - niestety muszę Cię zmartwić nie Ty
jedna znasz angielski "żeby funkcjonować czy powtarzać studia". Ja dorzuce
jeszcze włoski i rosyjski"

Ja moja kochana znam BIEGLE, tj. w mowie i pismie .... szesc jezykow. I w tym
niektore wyjatkowo trudne i rzadkie. Roznica zas miedzy myslenie moim a Twoim
polega na tym, ze nie opowiadam tego na dzien dobry, wiem co z ta znajomoscia
jezykow zrobic, jak je uzyc i wykorzystac na swoja korzysc, czego niestety nie
mozna powiedziec o tobie.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jedna rzecz cos wiedziec a zupelnie inna
zastosowac to i wykorzystac. Ty jak widzisz, nie opanowalas tej sztuki, co
wskazuje na to, ze nie bedziesz dobrym praktykiem prawniczym. Radze pozostac w
Europie. W Ameryce nikogo nie obchodzi, jakie jezyki znasz, jakie robisz
doktoraty, co czytasz....dopoki nie jestes w stanie blysnac tym wszystkim w
akcji....

Robienie rzeczy na pokaz moja kochana, to strata czasu i zajecie milionerow.
Wszyscy inni ludzie powinni logicznie ukladac sobie swoje poczynania aby
doprowadzily ich przynajmniej do tego, zeby mogli sie samodzielnie utrzymac na
godziwym poziomie i aby mogli wykonywac zawod, ktorego uczyli sie na studiach.

  Zapomniane książki dla dzieci
Autorem książki "Puch kot nad koty" jest Jan Grabowski,
autor wspomnianej przeze mnie na początku wątku książki
"Puc , Bursztyn i goście", oraz szeregu innych opowiadań
o zwierzętach domowych ("Finek", "Europa", "Skrzydlate
bractwo", "Reksio i Pucek"). Bardzo w dzieciństwie
kochałam jego książki, miałam nawet kota imieniem Afryka
(chociaż to był kot, a nie kotka, ale plamę w kształcie
Afryki na grzbiecie miał). Ale książeczki Grabowskiego
bywają wznawiane (choć może nie są zbyt popularne) - w
ubiegłym roku sama kupiłam bratanicy nowe wydanie "Puca i
Bursztyna". Nb. sam Grabowski był też b. ciekawą
postacią, z zawodu nauczyciel matematyki i autor
podręczników z tej dziedziny, zajmował dość wysokie
stanowiska w przedwojennej oświacie. Zajmował się tez
kulturą i historią sztuki, nawet wydał kilka monografii o
zabytkach.

  wejdźcie i pomóżcie w napisaniu wspólnego opowiada
Mnie bawiła w tym wątku konieczność szybkiego pisania (czy w minutę na pewno
zdążę, o kurcze, zaraz ktoś się dopisze i klops!). Podobny urok ma praca w
dzienniku - musisz być szybki. Jak jest czasu do woli, to człowiek z reguły nie
może nic napisać. Podobno Ryszard Kapuściński właśnie takiego ponaglania
potrzebuje i dlatego wciąż kocha dziennikarstwo. Być może na tym forum też
tworzy jakiś nowy Kapuściński;)
Co do samego opowiadania - oczywiście zabawna impreza, ale chyba z założenia
nic spójnego, a tym bardziej nastrojowego nie mogło z niej wyniknąć. Ocenić
umiejętności pisarskich forumowiczów po wpisach też się nie da, bo sztuka
pisania prozy polega na sprawnym tworzeniu większych całości. Kilka niezłych
zdań - to potrafi każdy licealista, a nawet uczeń szkoły podstawowej.
Na koniec napiszę, że bawiłem się nieźle, ale wątek rzeczywiście chyba
ostatecznie obumiera (co nie znaczy, że mu tego życzę; osobiście straciłem już
entuzjazm;)

  ulanino-italino
drzyjcie gallowie!ANTYCHRYST NADCHODZI!!!
taaaaaaak!jako 'zagorzaly antyklerykal'(swoja droga,cos mi sie tu nie zgadza-
czyzby byl to RODZAJ??) postuluje zburzenie wszystkich co cenniejszych zabytkow
sztuki chrzescijanskiej,lacznie z piramidami,ot co!
rozszyfrowales mnie t. po raz kolejny,nie ma co...!;)
[ale przyznasz ze rozowy jezusek rozkosznie nosil sie z wrzosowym benettonem
basi??]
jak to nie masz pantofli molowych???a co z nimi zrobiles?!
apropos glodzenia sie-rzeczywiscie molo cos mi opowiadal o jednym takim
przypadku,kiedy rodzice wyjechali,a on przepuscil cala kase w 2 dni,po czym
przez nastepne 2 tygodnie wyciagal wujka na lunche do 6/12...(noo kochani,bez
przesady,fason trzeba trzymac zawsze!:)
murzyni (przynajmniej ci mediolanscy...) maja extra torby,portfele itp. robione
na gucci,prada...wygladaja jak 100% oryginaly,wiec biorac pod uwage,iz obecnie
NIE wypada,absolutnie!,pokazywac sie z tym samym piterkiem przez wiecej niz 2 m-
ce-oszczednosc nie byle jaka...!:)
NOSPAM-zauwazyles to??czy ktos mnie w ogole pytal o zdanie???a moze ja chce
spam-mnoooooostwo spamuuuuuuuuu!!
WEEKEND!hip hip!!:)))))))))

  Galeria obrazów - pomysł na biznes
Po pierwsze powinienes kochac sztuke a przynajmniej ja lubic aby ja sprzedawac.
A przede wszystkim powinienes sie na niej znac. Piszesz "zakup hurtowy" tak
jakbys mial zamiar kupowac jablka. Aby osiagnac sukces w tej branzy trzeba sie
nauczyc opowiadac o sztuce poniewaz wiekszosc kupujacych na niej sie nie zna.
Czy powinienes sie znac na samochodach aby otworzyc zaklad naprawczy? Chyba
jednak tak.

  Teściowa
proo napisała:

> Gość portalu: Imagine napisał(a):
> > A iii ty. A po co grac w te karty ? Bohater spolegliwy, oto wyjscie.
> > Poddac sie wiatrowi a nie pertraktowac, kto i jak ma sie zgiac.
> > Pozdr, Imagine.
>
> Taaaaaak??! Przecież tym wiatrem jest teściowa! To ona wieje i szumi mogąc
> leciutko owiewać , chłodzić lub ogrzewać. Nie sądzisz że przyszedł czas żeby
> jej to uświadomić? Poddać się wiatrowi znaczy znosić jej szyderstwa ,
ironiczne
>
> miny i obłudne teksty! Nie Imagine , eszk powinna stawiać warunki a nie
> pertraktować! Spolegliwa to niech teściowa się staje - nadeszła ERA ESZK .
> O !
>
> proo :-))) ( wszystkie nawiaski .. eeee ..przecież Ty wiesz , Imagine!)

Kocham Cie proo ale opowiadasz bzdurki. Male, ale zawsze. Tu nie chodzi by je
znosic, tu chodzi by pozwoilc im wejsc i wyjsc. To jest sztuka.
Caluski, Imagine.

  Teściowa
Gość portalu: Imagine napisał(a):
> Kocham Cie proo ale opowiadasz bzdurki. Male, ale zawsze. Tu nie chodzi by
je znosic, tu chodzi by pozwoilc im wejsc i wyjsc. To jest sztuka.
> Caluski, Imagine.

Oj , Imagine , znowu mnie masz! :-)))))))))))))
Tak. Teraz Cię zrozumiałam ... ale to jest trudna sztuka.
Zazdroszczę Ci jeśli ją opanowałeś!
Wielki z Ciebie GOŚĆ! :-))))
proo , ściskam Cię mocno.

  To porozmawiajmy o Filipince
To porozmawiajmy o Filipince
Muzą tematu jest Procesor (ka).

Moje ukochane pismo kiedyś, a do którego boję się teraz zaglądać. Ofoliowane
jakieś. W środku pewnie sporo śmieci. Debilna okładka.

"F" kiedyś.
Cudowne opowiadania Kaja. O miłości, ale nasycone filozofią, nie słodkie -
mądre. Ze znakiem nadgryzionego jabłuszka. Filip. Fajne odpowiedzi
psychologa. Piękna rubryka o książkach. Duzi ludzie (miałam 11 lat, gdy
zaczęłam czytać F) polecali różne rzeczy. M.in. "Grę w klasy" Cortazara.
Kupiłam jakieś 10 lat później. Nie mogę przebrnąć, ale z książki nauczyłam
się pić mate i polubiłam Magę.

Wspominkowo :)
Piękne też było "Na przełaj".

"F" wyfrunęłam z domu, ale wiele rzeczy, artykułów czytałam wielokrotnie,
więc zapisane we mnie.

:)

Aktualnie:

"Zwierciadło".
Rozkosz dla oczu, radość dla duszy.
Ale górnolotnie.
Kocham to pismo.

Może najbardziej bezpretensjonalne pismo dla kobiet - o ile przyjmiemy, że
jest taka "półka" i jeśli przyjąć, że czytamy również rzeczy bez podziału na
płeć (choćby tygodniki traktujące o polityce, sztuce, nauce etc.)

:)

  Maska dla Teatru Zagłębia
A co kogo obchodzi co sądzimy , skoro nie interesuje to nawet samego teatru.

Teatr nie jest zainteresowany co sądzą widzowie, zamknął forum na swojej
stronie. Dyrektor jest doskonały i kto śmie mieć inne opinie niż ON ! Stłukł
termometr i nie ma gorączki !!!

Dlatego dzieci wozimy do teatru w Bedzinie a sami jeździmy do Katowic i
Chorzowa. Już teraz pozostalo w tym teatrze tylko jedno warte obejrzenia
przedstawienie - i to najprawdopodobniej dlatego że Sztuka Kochania powstała
pod nieobecność obecnego dyrektora.

A ogólna opinia jest jedna - dołują od zeszłego roku, wiedzą o tym sami
artyści, ciekawe rzeczy tu i ówdzie opowiadają, męczą się niemorzebnie - ale
póki KASA płynie to... wszystko mają w d....

Dlatego pytanie "co sądzicie..." jest chyba zwykłą prowokacją.

  Jak z tym żyć ?
O ZAUFANIU
piopipio napisał:

> WŁAŚNIE PRZECZYTAŁEM KOMENTARZ B-AZYLII
> Skupiła się na wspólnym zaufaniu partnerów do siebie.
> CO WY SĄDZICIE O ZAUFANIU W ZWIĄZKU.
> Jest ono dla Was ważne ?

BAAAAARDZO WAZNE

> Pomincie wątek "braku niewinnosci" a rozwincie ten wątek.
> Czy ktoś okłamany w ważnej sprawie - niekoniecznie takiej - powinien ponownie
> zaufać partnerowi ?
JEZELI PARTNER CIĘ OKŁAMIE ( WIEM Z AUTOPSJI )TO POTRZEBA DUŻO CZASU I STARAŃ
ABY SOBIE ZNOWU ZASKARBIŁ TWOJE ZAUFANIE. JA DAŁAM SZANSĘ, BO BARDZO
KOCHAŁAM.....I KOCHAM NADAL:( NO I W BARDZO KRÓTKIM CZASIE ZNÓW SIE
PRZEJECHAŁAM. TO CHOLERNIE CIĘŻKIE I PRZYKRE DOŚWIADCZENIE. JUŻ NIE ZAUFAM. TU
NIE MA DO 3 RAZY SZTUKA.DWIE SZANSE TO BYŁO ZDECYDOWANIE ZA DUŻO!!!!!!!
> Czy np. kobieta, która dowiaduje się po jakimś czasie, że mężczyzna z którym
> się spotyka jest rozwodnikiem przyjmuje ten fakt normalnie.
> Kocha go ale musi np. zrezygnować ze swoich marzeń o ślubie kościelnym.
> Czy miłość w tym przypadku będzie ważniejsza, od systemu wartości ???
> Czy któraś z kobiet miała taki przypadek, że facet jej opowiadał "bajery" a
> potem okazało się że jest inaczej. Rozwincie ten wątek i a nie skupiajcie się
> tylko na tym jednym.
POZDRO!!!!!!!

  Boeing Boeing - broadwayowska adaptacja?
Boeing Boeing - broadwayowska adaptacja?
„Boeing Boeing” to komedia sytuacyjna autorstwa francuskiego dramaturga Marca
Camolettiego. W 1991 roku została wpisana do księgi Guinessa za rekordową
ilość wystawień – 17 500 w 55 krajach świata. W 2008 roku zaś nagrodzona
została prestiżową Tony Awards – odpowiednikiem Oscara w świecie teatru.

Sztuka opowiada historię Maksa, którego życie uczuciowe i erotyczne regulowane
jest przez międzynarodowy rozkład lotów... Maks ma aż trzy narzeczone,
wszystkie są stewardesami, a każda z nich sądzi oczywiście, że to ona jest tą
jedyną. Dzięki precyzyjnej organizacji i pomocy niezawodnej choć nie
stroniącej od sarkastycznych uwag służącej, Maksowi zawsze udaje się
skoordynować wizyty kolejnych narzeczonych, które zresztą, jak twierdzi, kocha
jednakowo... Co stanie się jednak, gdy z powodu niewielkich zmian w ruchu
lotniczym, wszystkie one zjawią się u Maksa niemal w tej samej chwili?
(źródło: strona teatru buffo)

Widziałam Boeing Boeing jak byłam za granicą..zawładnął mną i liczyłam, że
pojawi się w Polsce.
Premiera już wkrótce...jutro pierwsza próba z udziałem publiczności.
Zastanawiam się czy polska adaptacja spełni moje oczekiwania, które są
naprawdę wysokie. Czy Gietzky podoła? Czy aktorzy potraktują swoje role jak
wyzwanie..trochę się obawiam.
Czy ktoś widział za granicą, albo będzie widział w Polsce?

  TELE-NOWELE
No dobrze

Troche sie unioslem. Masz racje Brygido, tez poczekam na trzeci odcinek, ale -
jak radzisz - 'bez niecierpliwosci' bo niecierpliwie, jezeli chodzi o ksiazki w
telewizji, czeka sie tylko na Pania Kazie. Dlatego wycofuje jedno NIE na rzecz
jednego 'tak' za Pascala, co to sie zawieruszlyl byl w zeszlym tygodniu.
Wczoraj sie Pascal wyswietlil - ktos-tam palił jego tomami w kominku ;) Jeszcze
troche i zaczna rozmawiac o ksiazkach.

Calkiem jakby czytali to forum... zreszta Preslej mi na takiego wyglada (rano.
windows. modem. ulubione. oho, jest - znowu na gorze strony. dobrze. 'kochanie
patrz, pisza zebym nie szedl na zdjecia w skorze. masz jeszcze ten żakiet z
cekinami? no, z second handu w Gdansku? Aaa, a porzyczysz te opowiadania, co
czytalas wieczorem?'). Hej, Preslej nie daj sie zmanipulowac, jestes
niezaleznym dziennikarzem ;))))

Wybaczcie, nie moglem sie oprzec. Pozdrawiam i do zobaczenia w przyszlym
tygodniu.

PS. Kochany Szekspirze, naturalnie gratuluje wspanialej kariery w mediach. Ja
pracuje dla galerii sztuki wspolczesnej, tez w Londynie, kolo Hoxton. Co to ma
do rzeczy? Moze i nie mam >niezłego punktu odniesienia< ale jakis, calkiem
sredni, jednak mam. Priorytety sa zdaje sie takie: wybor lektur, wizerunek
prowadzacych i na koncu realizacja, ktora z zasadzie powinna
byc 'transparentna' (z Londynu jestes, to zrozumiesz, prawda?). Czy w BBC to
sie ostatnio jakos inaczej ksztaltuje? np. na zasadzie subwersji (my z Londynu,
to dopiero mozemy se fachowo pogadac, co nie, mate?;))). Najpierw oprawa,
potem... etc.

Koncze bo znowu robie sie zlosliwy. Klaniam sie nisko.

  Jeśli nie wiesz jak Ją zdobyć...

>
> *** Twoje zakompleksienie Iksiku siega juz zenitu. Ty nie masz o czym
> opowiadac? Niczego waznego, czy wielkiego w zyciu nie przezyles? Nie moja
to
> wina. Takich jednostek jak Ty jest dosyc duzo w spoleczenstwie, wiec nie
> powinienes czuc sie wyalienowany. Nie moja to sprawa, gdzie i jak uwalniasz
> sie ze swego zakompleksienia.
> Ja w odroznieniu od Ciebie czegos w zyciu dokonalem, cos osiagnalem. Nie
musze
> wiec wymyslac historyjek np o wpadaniu na panienki w tramwajach czy
> autobusach, czy jakichkolwiek innych historyjek. Moje zycie jest prawdziwe,
a
> nie zrodzone w chorym umysle pseudoartysty natchnionego wlasnym narcyzmem.
>
> A ze kocham kogos na prawde i szczerze? Tez Ci sie nie podoba? Smieszny
> jestes. Moze kiedys w zyciu dane bedzie i Tobie sie zakochac. Chociaz
szczerze
> powiedziawszy- watpie!

Ja nie dyskutuję z uczuciami tylko nabijam się z siebie zresztą też
a wpadanie to nie było w tramwaju tylko w autobusie, a ze pannie rozbiłem głowę
do krwi, uznałem to za wystarczająco romantyczne. Ja się nie czuję artystą, bo
nie tworzę sztuki. Choć mógłbym! :)
a jak się zakocham to w kobiecie, która mnie tak okrutnie nie skrzywdzi jak
Ciebie mam nadzieję, bo bym cierpiał, co w połączeniu z moimi kompleksami

... no nic dzięki za nadzieję

  POCZUJMY MOC LISTOPADOWEJ NOCY:)))
dzien dobry.

Och Balbinko, nie chcialam Ci wczesniej opowiadac, bo ... sama wiesz czemu. A
mnie sie snilo i to dlugo i wyraznie, ze rozmawialam, z Toba (na zywo, to bylas
ty choc nie wiem jak wygladasz, tak jak to we snach) i pokazywalas mi test z
dwiema krechami. No tyle opowiesci. Ale moze on sie na wyrost przysnil i kiedys
tak bedzie... Trzymam kciuki. A pamietasz jak we wczesnym dziecinstwie mowilo
sie: do trzech razy sztuka, za czwartym nauka. No i tego sie trzyamy, co?

Kochany na urlopie przez 2 tygodnie !!!!!!! Ale za to wczoraj z pracy wyszedl o
21. Spoko. Intubowal wczoraj noworodka co wazy 540 gram. Strasznie malutkie,
nawet jak 24 tygdzien owiedzial. Dla mnie niesamowite.

Poza tym szukam w Warszawie fortepianu. Na poniedzialek na 7 rano?!?!?! Jak
byscie cos mogly podpowiedziec, to blagam bardzo wazne.
I do Bebell: mowilas, ze Twojmaz ma cos z TV wspolnego, moze on mialby pomysl
skad wziac do Kawy i Herbaty fortepian? Zapytaj go prosze.

sciskam Ws sobotnie, biore sie do pracy i bede zagladac.

  Wina niemieckie
kochani o winach mozna bardzo duzo i dlugo opowiadac,ale najwazniesze ,zeby smakowaly .
Picie wina jest przyjemnoscia szczegolnie jezeli pije sie w milym serdecznym towarzystwie i do dobrej
kolacj .
ps.opinie winom z rheinhessen zepsulo wino "liebfrauenmilch".Rowniez w Rheinhessen sa doskonale
wina,chociazby wina z Bodenheim,Nierstein,Openheim.Mnie osobiscie smakuja wina z Nahe ,a nie
moge sie przekonac do win z nad Mozeli.Z winami jest jak ze sztuka.O gustach trudno dyskutowac

  ja również urodziłam w 25 tygodniu
moja Mala...
...ma garderobe wieksza , niz ja.Najpierw sie kupowalo to , co potrzebne , a
potem tylko to , co szczegolnie ladne , a teraz tylko to , co szczegolnie male
hehe
Nie tylko ja tak mam, ale moje siostry i Mama tez.Ciagle mi cos znosza.
Poza tym wszyscy opowiadaja o wczesniakach ze swego otoczenia.Kazdy komus
opowie, ze kolezance urodzil sie wczesniak i plyna opowiesci ..."o corce
sasiadki z pracy" , albo "bracie ciotecznym meza" itp.Ale to bardzo , bardzo
mile i budujace, bo albo "wazyl 1 kg i teraz ma 181 cm wzrostu , albo skonczyl
architekture"... czyli rozwinal sie dobrze i byl madry.
I dzwonia telefony po swieze wiadomosci i kazdemu opowiada sie to samo,kilka
razy dziennie.
To takie nowosci , odkad pojawil sie moj kochany wczesniaczek.Czy Wy tez tak
macie?
Wczoraj Bunieczce po raz pierwszy obcinalo sie paznokietki, dzien uplynal
spokojnie , byla proba wlasnego oddechu.Te same leki.
Moja Mala ma takie czerwone zmiany na piersiach.Opuchlizna dawala wlasnie taki
czerwony kolor.I albo to jeszcze nie zeszlo , albo to sa urazy.Moze byc
odcisniecie i odparzenie od elektrod(4 sztuki)- gdy podczas kolek klada Ja na
brzuszek, albo podrapanie paznokciami , albo zmiana wewnetrzna.Na razie dostala
masc z wit.A.
Kinia rozsmiesza mnie swoimi minami, jak zalapie , ze dostala mleczko{(przez
sonde) i zaczyna ssac, albo jak ziewa-robi takie wielkie"O" -jak dzieci
spiewajace w chorze na pocztowkach i jak sie smieje -mowie na nia wtedy -
"bezzebna babunia".
Jest bardzo slodka.
Zeby sie jeszcze nauczyla sama oddychac, zeszlaby z rurki i nie byloby
infekcji.Dzis mija 55 doba zycia.
Juz czas Malenka.Postaraj sie...
Ela

  Jakie zabawki?
Tez miałam ten problem
Ale u nas są na topie teraz
-ksiązeczki twarde i zwłaszcza takie kąpielowe.
-w Tesco kupiłam dzis książeczke materiałową z takimi różnymi atrakcjami,typu
coś szelesczącego,piszczącego-bardzo kolorowa-za 14,90
-piłka zwykła
-ludziki z FP,oraz przeróżne zwierzątka i ludziki-każde do ogladania wkółko
-spinacze kolorowe w koszyczku-duzo
-podkładki do piwa(sic!),które zbierałam pare lat temu-sztuk około 50
-sorter
-pęk breloczków do kluczy
-z ciuchów mamy takie fajne maskotki,które jak się rzuci wydaja jakiś dzwięk-
piszczą,rechocza ,krzyczą...
-stary kalkulator
-stary zegarek
-stary telefon
-gazety do targania
-pudełko tekturowe i kulki z papieru do wrzucania i wyciagania

no i zabawka najlepsza-to zabawka,która spiewa,tanczy,opowiada bajki,czyta
wierszyki,robi miny,uczy mówić,chodzić,rozśmiesza,łaskocze,mówi:"kocham cię
Emusiu" około 100 razy w ciągu dnia,daje buziaki,umie zrobic teatrzyk z
maskotek,lalek i pacynek,pokauje jak buduje się z klocków,robi mieszkanie dla
ludzików,ubiera,w dodatku daje jesc,pić,wykąpie,położy spać,włączy muzyczkę,a
rano teletubisie...zabawka po prostu swietna.A ta zabawka to mama

-

  do biedronki 24
Wojtku
(kocham cie ;)
To tak troche z amerykanska - no ale powiedziales prawde. A wiec moja
rzeczywistosc jednak nie jest chyba rzeczywistoscia urojona, skoro jest jeszcze
ktos kto tak to widzi.
Przypomnial mi sie jeszcze jeden kolega. Gleboko wierzacy chrzescijanin (bo to
kolejna (zadra?) z tego forum. Ja tez nie rozmawiam o tematych zydowskich ale
pod wplywem jakichs dyskusji tu na forum - czy jakichs szczegolow zapytalam o
Tore i wogole o ´ksenofobie´ w religiach jesli tak to mozna okreslic. Okazal sie
wogole tym co tu sie okresla - zydofilem i wyrazal sie o Zydach na prawde bardzo
dobrze. Wlasciwie przesadzal, bo ja znow nie wierze ze akurat wsrod Zydow to tak
znow wszyscy sa roztropni, szanujacy inne kultury i takie tam. No a rozmowa byla
zupelnie przypadkowa - zainspirowana jakims tekstem - z tego forum - jak
powiedzialam.
W Polsce kulture zydowska znalam wlasciwie z Teddiego Mleczarza ;) oraz z paru
sztuk w Teatrze Zydowskim ktore widzialam. Ot i tyle. No i jeszcze ten
nauczyciel ktory nam troche opowiadal o pieknych spiewach w synagogach. Przy
okazji tez opowiesci o starej Warszawie. Wyciagalismy z niego co sie dalo.
Oczywiscie przyslowia znam. I ´Ziemie Obiecana´ tez. Ale chyba nie powiesz ze
tam jest negatywny obraz Zydow ?! Ten obraz oddaje pieknie klimat Lodzi z
olbrzymia korzyscia wlasnie dla Zydow i ich kultury. A ze nie jest pusta
propaganda w rozanej wacie cukrowej? No coz- to nie klimat europejski Staszku.

  Atak na Marsz Równości w Poznaniu
Oglądaj sobie świat inaczej. Mnie to nie obchodzi.
Sztuka nie obraża przekonań religijnych. Ale od czasu do czasu jakiś
pseudoartysta , który nie może i nie potrafi się wybić , prowokuje
chamstwem i bezczelnością . A ty chrzanisz tu takie bzdety. Myśl
człowieku myśl.
Homoseksualiści zamiast zająć się "kochaniem" ciagle prowokują takimi
jak dziś demostracjami. Czemu to służy???
Naprawdę nie obchodzi mnie co kto i z kim robi w łóżku. Tylko po
cholerę o tym opowiadać naokoło????

  Niemcy w nowym swietle
kocham Cię Atanazjo

Pamietasz, sama dałaś mi opowiadanie do przeczytania, bardzo mi się podobało,
zapamiętałam pewnien dialog, z którego zaczerpnełam tą myśl. Na pytanie kogo
bardziej znam, chyba już nie musze odpowiadać, sama przyznałaś , że jesteś moją
córką, co się wczesniej domyslałam.
Jesteś moją córką nie tylko bardzo inteligentną ale córką z którą mogę "konie
kraść" i z której jestem bardzo dumna. Dzieki Tobie zaraziłam się teatrem,
sztuką, poezją i ksiązkami. Dzięki Tobie mogłam po 30 latach odwiedzić Olsztyn,
dzięki Tobie spędziłam urlop w cudownym Kolobrzegu, dzięki Tobie cieszę się
radością życia. Dużo by wymieniać komplementów .......... Przy okazji
pozdrawiam Wilka i rodziców Wilka i tym niekonwencjonalnym sposobem kłaniam się
im nisko.

Cieszę się , ze masz rozrywkę na Olsztynie, może i inne wątki Ci przypasują -
rozejrzyj się wokoło :)
Zrobiliście mi miłą niespodziankę.

a mówię to , bo Cię kocham Atanzjo :)
milutkich snów :)
pa

  PAZDZIERNIK 2004 :-)
Aldona jak ty dziewczyno sobie radzisz. Ja nie dałabym rady, gdyby mój mały
chodził spać po 23. Marcin zasypia o 20 czasami troszeczkę później i ja przez
cały dzień czekam na tę chwilę, bo tak naprawdę dopiero wtedy mam czas dla
siebie i mogę coś poczytać lub najzwyczajniej w świecie pogapić się w
telewizor. W dzień staram się jak najwięcej czasu spędzać efektywnie z
Marcinkiem tzn. gadamy sobie, noszę go i opowiadam o otaczających nas
przedmiotach, bawimy się i duuuużo wygłpiamy. Po południu do tych naszych
wariactw dołącza mój zerówkowicz, który jest kochanym dzieciakiem i świetnie
rozumie, że mama nie może już mu poświęcić tyle czasu co przed pojawieniem się
Marcina. Czasami wydaje mi się, że jest nad wiek poważny.

jesli chodzi o wypadanie włosów to ja najgorsze (odpukać) mam juz chyba za
sobą. Od jakiegoś czasu wypada ich zdecydowanie mniej niż jeszcze parę tygodni
temu. Jednego dnia policzyłam włosy znalezione po nocy na poduszcze i było ich
67 sztuk. A przecież cała podłoga w całym mieszkaniu też była wiecznie nimi
obsypana, nie mówiąc o utracie włosów przy ich myciu. Miałam nadzieję, że
podobnie jak po urodzeniu Artura mnie to ominie ale nie udało się.
Najważniejsze, że te włosy odrosną!

Pozdrawiam
Ewa z chłopakami

  O miłości do insektów
No, o pluskwach to mi przodkowie opowiadali jak nogi łóżek w słoikach z wodą
ustawiali, moja do nich niechęć to wyraźny przekaaz pokoleniowy.

Do mrówek nie mam żadnych zastrzeżeń, czarne, czerowne, kąsały mnie mocno,
piekło jak cholera, ale nic przeciw nim nie mam i nawet był moment, gdy
zapragnęłam gorąco posiadać w domu faraonki bo mi się karaluchi ... Patrzcie
jak się te tematy zazębiają.

Muchy, a niech latają, żadnych lepów nie wieszam, czasem jak bardzo bez wiatru
to się ze ścierką po pomieszczeniach przelecę i te spod żyrandoli poprzeganiam

Z pająkami jest drobny problem, zasadniczo staram się złapać i subtelnie
wynieść poza moje środowisko bytowania. Ale ja ich nie kocham, jeden mnie
dziabnął, paskudziło się półtora miesiąc.

Osy dały pokaz swojej nienawiści do mnie cztery lata temu, w krótkim czasie
rąbnęły mnie trzy, dwie, owszem przyznaję, raczej w obronie własnej, ale ta
trzecia cholera wyraźnie na mnie polowała, na lewym ramieniu jej się nie
podobało to przelaciała na prawe i przyjeb..., oj, sorry, Salon, krynolina,
użądliła mnie w prawe ramię.

A co do karaluchów, no właśnie, dlatego marzyłam o rodzinie mrówek Faraona,
śłepa jestem, nie widziałabym ich a prusaka zauważę, a tam gdzie mrówki Faraona
nie ma karaluchów.

Chrabąszcze majowe, spóżnione, tak pod koniec czerwca się pojawiły, na
wieczornych spacerach z psicą widywałam po ok. 15 sztuk, więc chyba nie tak
tragicznie, a w ostatni wtorek dwa bielinki mi towarzyszyły przy piciu kawy na
działce, choć kapusta u mnie nie rośnie.

  Coś optymistycznego
Ja mam takich historii mnóstwo, opiszę pierwszą z brzegu ;)
Jakieś 3 lata temu poszłam do przychodni na bilans, czy coś w tym stylu. Byłam
nastawiona dość negatywnie do świata, bo była zima, bo spodziewałam się kolejek,
wrednych pań w rejestracji, itp. No więc wchodzę do tej przychodni, siadam w
poczekalni i jedyną osobą poza mną jest jakiś...stary menel :) Na początku
udawałam, że go nie widzę, ale było to trudne, bo wyraźnie przysuwał się w moją
stronę. Zaczął rozmowę dość banalnie, że niby nie wie, która godzina. Ja
oczywiście też nie wiedziałam, bo niby po co mi zegarek. No i tak jakoś od
słowa do słowa potoczyła się rozmowa, a rozmawialiśmy o wszystkim, ale głównie o
filozofii, sztuce i życiu ;D Okazało się, że Waldek jest mieszkańcem domu pomocy
społecznej, opowiadał mi o tym jak mu tam jest, że ma narzeczoną, którą bardzo
kocha, chociaż jest chora psychicznie i o milionie innych naglących spraw. A
potem dostałam od niego lilię-origami zrobioną z jakiejś ulotki reklamowej, bo
jak rozmawialiśmy, to on cały czas coś tam sobie miętosił w rękach, a ja nie
zwróciłam na to nawet uwagi :) I tak godzina czekania na wizytę zmieniła się w
pięć minut i żałowałam, że tak szybko zleciała. Lilię oczywiście trzymam do tej
pory :D
A parę miesięcy później szłam przez ulicę z moimi koleżankami i szedł akurat
Waldek. Jakież były ich miny, kiedy ukłonił mi się w pas i powiedział "Jak to
miło cię znowu spotkać" ;D

  po co mężczyżni sa dla kobiet.
Mreck...ja ? pokpiewam...? alez skad!
Ja poprostu mowie, zebys nie uogolnial, bo kocham sluchac swojego faceta, gdy
opoiwada o zaglach, kocham z nim plywac, kocham gdy opowiada o sztukach walki,
gdy jeszcze trenowal, ale wole jak mnie uczy, bo to zawsze konczy sie
jednakowo...wspolnie tez plywamy...wiec nie jest tak, ze jego hobby mnie nie
interesuje, bo interesuje i to bardzo.
Moje hobby tez go interesuje, a gdy trzebacos w domku zrobic, to po 5- tym
razie przypomnienia mi pomaga...lub po prostu bawi sie z synkiem a ja sama
biore sie za robotke:)
albo odwrotnie.

I calkiem powaznie mowilam po co sa mezczyzni:)

  Co was śmieszy w mieszkaniach znajomych?
Moje mieszkanie mogło drażnić znajomych gdy miałam małe dzieci. Pozwalałam
kochanym maleństwom rysować kredkami po jednej ze ścian, wszędzie wisiały ich
rysunki - często całe serie wydawnicze, zdejmowanie butów było obowiązkowe
(mieszkanie małe, a dzieci uwielbiały bawić się na podłodze). Mnie było z tymi
zwyczajami dobrze.Teraz po artystycznej twórczości dzieci zostały marne ślady:
dwa rysunki oprawione w ramki. A gorsząca wielu "ściana wolnej sztuki" jest
dawno zamalowana.
W cudzych domach czuję się źle, gdy są prfekcyjnie, zimno, sterylnie
umeblowane. Bez duszy. Ale tak naprawdę, z całego serca to nie lubię choinek
udekorowanych pod kolor zasłon i tapicerki! Choinka bez historii i przeszłości,
brrrrr, jak w sklepie! Powinno być tak: tu aniołek zrobiny przeze mnie w
dzieciństwie, tam bombka ocalała z pożaru, tu prezent od eksnarzeczonego itd.
Na takie drzewko można patrzeć i opowiadać mnóstwo historii, wspominać.

  Boski Greenaway
Nie i jeszcze raz nie :) bo pan G. mówi o potrzebach, spójrz:

> Ale jestem przekonany, że te potrzeby się zmieniły i kino nie może już sobie z
> tym poradzić. To jedynie mała, lokalna technologia. Była przydatna, ale się
> zestarzała. Musimy wrócić do pradziadka, którym jest malarstwo.

No to już widzę, jak te mililony ludzi realizuje swoje potrzeby rozrywki -
pragnę albowiem przypomnieć, iż kino jest rozrywką, jarmarcznym widowiskiem, o
czym pan G. raczy zapominać, a szkoda - realizuje zatem swoje potrzeby duchowe
czy estetyczne kontemplując obrazy w galeriach. Widzisz to, Gamblerko? Panią
Zosię ze spozywczaka, która po 18 wychodzi ze sklepu i zamiast se wrzucić "I
kochał ją do 3 nad ranem" na DVD, idzie do galerii, aby kątemplować obrazy
Velazqueza czy abstrakcyjne kompozycje Pierdulińskiego? :)

PS. O wtórności sztuki to już po Homerze opowiadano. Tych samych pięć czy siedem
tematów, ileś tam wariantów rozwinięć...

  Grudzień obfituje w prezenty, Pociany do dzieła!!!
Kocurku - Ty chcesz babe w ciazy bić???
Kropka nie stresuje, a raczej on mnie, bo od 4.30 do 7 rano
impreze sobie chlop urządził i mamie spac nie dał.
Ta zabawa chyba trafiony - zatopiony się nazywa, bo jak kolwiek
bym sie nie połozyła, to on kopie w to miejsce, gdzie brzucha cos dotyka
i akurat jest to najmniej przyjemne. W takich warynkach nie idzie spac.
oj coś czuje, że niezłe ziółko z tego naszego Kropka bedzie

Monia- przeciez ja odpoczywam. Przy Tobie - to ja nawet moge powiedziec -
że obijam sie na całego Oj daleko mi Kochana do Ciebie!!!

Jaaniu - twarda z Ciebie sztuka, ale ja Cie bardzo dobrze rozumiem
i snów opowiadac nie będę

  Strach wzywać policję
Strach wzywać policję
Kolega Australijczyk przez dwa lata pracowal jako kierowca autobusu miejskiego
w Wiesbaden w Niemczech (za co go podziwiam, bo w Australii jezdza przeciez po
lewej stronie). I wspominal i opowiadal mi nieraz:

Centrala zawsze wie dokladnie:

1. czy jedziesz czy stoisz ?
2. gdzie dokladnie jestes ?
3. czy jestes na czasowym(rozklad) plusie czy minusie ?
to wszystko maja na elektronicznej mapie (chyba technika GPS)
i dzwonia, jak tylko cos nie tak albo cos nieregularnego
(niestety tez przy spóznieniach, czasami kilkuminutowych i ponaglaja
/opieprzaja - stres, który byl powodem wypowiedzenia przez kolege).

4. sa oczywiscie tez specjalne klawisze (centrala,policja,pogotowie).
5. pozatym jest - ukryty,niewidoczny - guzik alarmowy.

6. niedawno zainstalowano:
a) widoczne kamery (atrapy?)
b) ukryte mini-kamerki (´nie do ukradzenia czy zdemolowania)
c) odstraszajace nalepki-informacje o monitoringu

7. Czas reakcji jeepa z centrali = 3 minuty, a policji = 5 minut.

A Warszawa chce zapobiegac atakom terorystycznym
i byl pomysl.....wieszania antyislamskich plakatów ("sztuka").

B O Z E ! (mój kochany chrzescijanski)

  KOT to zwierzę domowe,a nie piwniczne!!
ton wypowiedzi istotnie nieszczególny, ale trochę rozumiem autorkę wątku.
znajoma ma mieszkanie w mieście, dom na wsi a tam koty. ile? sama nie wie. ona
(stara panna - tak na marginesie) tak kocha zwierzęta, tak kocha - ojej - że od
jednej kocicy kilka lat temu doszła do niewiadomej ilości kotów. psów ma 4 -
siedem lat temu była jedna suka. ulubionym tematem tej dziewczyny jest
opowiadanie ile troski, pieniędzy i zaangażowania wymaga opieka nad stadem. oraz
opowiadanie jak to ona się poświęca dla zwierząt. na choćby napomknienie o
sterylizacji - sznuruje usta - przecież zwierząt krzywdzić nie można i to nie
jest jej wina bo pierwszą kocicę podrzucił jej wujek. biedaczka dowartościowuje
się opowiadaniami o swoim poświęceniu dla zwierząt. płakać się chce...
w bloku obok też jest taka paniusia. zbiera porzucone psy ( na tą chwilę ma ich
cztery). obiektywnie trzeba stwierdzić że psy są bardzo zadbane i wielbią swoją
opiekunkę. to widać. ale pani nie widzi problemu jak jeden zniknie na cały dzień
" bo suka pod 13 ma cieczkę a to taki casanowa".
takie osoby psują opinię miłośnikom zwierząt, takim którzy rzeczywiście mądrze
pomagają.
jeśli autorka wątku miała pecha i poobserwowała choć dwie sztuki takich
miłośniczek - proszę o wyrozumiałość dla niej.

  O zebach...
Chyba bylam wyjatkiem.
Znajoma rodzicow leczyla moje mleczne zeby opowiadajac mi bajki.
Pasty do mycia zebow byly ochydne pamietam "Nivea".
Od czasu do czasu w paczce rodzinka przysylala pasty w pieknych
opakowaniach,pieniace i smaczne.
Majac 16 lat zmarla nasza kochana dentystka.
Znalezienie dobrego prywatnego gabinetu odbywalo sie po wielkich znajomosciach.
Po latach bedac w Danii poszlam zbolem zeba do dentysty.
Bolal mmnie zab plombowany.
Kiedy detysta zobaczyl co mam w zebie do siostry komentowal o braku sztuki
leczenia zebow w naszym kraju.
Po powrocie zmienilam dentyste.
Druga ciaz zjadla mi troche zabkow i oczywiscie braki tylne zastapil dobrze
wykonany mostek.
O cenach nie pisze bo i po co.Kazdy z nas lubi dobrze pojesc i pogrysc wlasnymi
zabkami.
A w Polsce aby te zabki miec to trzeba sporo zaplacic.
Dzieci byly juz wychowane na dobrych pastach do zebow i dobrych materialach
dentystycznych.
To juz zupelnie inne pokolenie.
Boje sie tylko jednego.Przyzwyczailam sie do mojego juz na emeryturze dentysty
i co bedzie kiedy mi go zabraknie.Kazda zmiana to dla mnie duzy problem.

  [PPZ] Vabank III czyli Jeszcze Jedna Riposta
[PPZ] Vabank III czyli Jeszcze Jedna Riposta
[Oznaczenie PPZ będzie od dziś towarzyszyć Przydługim
Postom Zamka pisanym ku uciesze własnej i nielicznych,
a uprzykrzeniu ogółu. Kto nie chce - niech nie czyta!]

Wieczór jak na listopad był ciepły. W kawiarence było
gwarno i nikt na szczęście nie zwracał na mnie uwagi.
Ja wodziłem wzrokiem po tłumie, aby wyłowić zeń
właściwą osobę. Gdy wreszcie zatrzymała się przy moim
stoliku, zagadnąłem wprost:
- Jasam, przejdziesz się ze mną do banku i z powrotem?
- A kogo robimy?
- PKO na Promenadzie - ciągnąłem. - Pewna robota.
Wszystko obstawione, tylko potrzebuję Ciebie jako
specjalistę.
- Jak obstawiłeś? To trudny budynek, zabytek, skarbiec
praktycznie niedostępny.
- Kochany, mucha nie siada - byłem pewien swego. -
Robimy tak: jutro wieczorem jest wycieczka dla
historyków sztuki do banku. Sam Bonisławski prowadzi.
Jest już ugadany. Jak zejdziemy z wycieczką do skarbca,
to on zajmie publisię, my przez ten czas zwiniemy, co
trzeba, a potem we właściwym momencie - chodu! Idziesz
na to?
- Skoro mówisz, że takie pewne - zgodził się, ale
niechętnie.
Następnego dnia o umówionej godzinie w sali kominkowej
banku niecierpliwie słuchałem Bonisławskiego,
precyzyjnie opisującego detale sklepienia. Tu
gwiazdy... tam symbole obfitości..., tak, stały mi
przed oczami w plikach, zapakowane w paczki... Już za
parę minut :) Jasam znalazł się ciut spóźniony i tylko
zdawkowo się przywitaliśmy, by nie wzbudzać podejrzeń.
Zeszliśmy pomału na dół, do skarbca. Tam przejął nas
dyrektor banku, opowiadający znowuż o jednych, drugich,
trzecich drzwiach... za tymi trzecimi mieliśmy przepaść
dla reszty wycieczki. "Proszę Państwa, pierwsze drzwi
uchylają się lekko, ale drugie i trzecie są tak
ciężkie, że jeszcze żaden przestępca ich nie
sforsował!" Dyrektor pchnął zewnętrzne drzwiczki i
wtedy ze wszystkich ust wyrwał się stłumiony okrzyk.
W wewnętrznych drzwiach stał On.
Henryk Kwinto.
Genialny kasiarz stał i trzymał się wymownie za ucho,
po czym podszedł do nas z uśmiechem wśród pomruków
podziwu. Nie zdzierżyłem rozczarowania i zawołałem:
- Jak pan to zrobił?
- Trzeba było uważać - odparł machinalnie.
Gdy w dwie godziny później wychodziłem z bankietu,
Kwinto niósł w ręku wypchaną teczkę. Na ulicy zatrzymał
taksówkę. Zdążyłem jeszcze usłyszeć, jak mówi do
taksiarza: "Jedziemy do Leonarda Pietraszaka!"
Uprzedził nas, psiakostka...

(Wiele z przedstawionych powyżej sytuacji zdarzyło się
w ostatni piątek naprawdę ;)

  Jesli ktoras z was nie chce dziecka..
joasia1 napisała:

>
> > Nie wiem jak mozna zyc, ze swiadomoscia, ze sie zabilo wlasne
> > dziecko.
> Plod do 3 miesiaca ciazy nie jest dla mnie dzieckim bo nie jest zdolny do
zycia
>
> po za organizmem matki.

To, ze nie jest dzieckiem dla Ciebie nie znaczy, ze nie jest dzieckiem.

Logika argumentu:
"skoro dziecko nie jest w stanie przeżyć poza moim organizmem to usunięcie go z
mojego organizmu nie jest zabiciem, bo i tak by umarło, gdybym usuęła je z
mojego organizmu"

jest identyczna jak w zdaniu:
"Skoro spadochroniarz nie jest w stanie przeżyć skacząc bez spadochronu,
zabranie mu spadochronu nie jest zabójstwem, bo i tak by umarł w zetknięciu z
ziemią, skacząc bez spadochronu."

Niektóre matki w ten sposób tłumaczą zasadnośc wyrzucenia nowo narodzonego
dziecka na śmietnik, a jednak prawo takie ściga. Na razie. Nie wiadomo jak
długo. Mam nadzieję, że nie będzie kiedyś tak jak w opowiadaniu P.K.
Dicka "Przedludzie", gdzie parlament ustalił, że dusza wchodzi w ciało
czowieka wtedy, gdy nabywa on zdolność rozwiazywania równań algebraicznych.
Dopóki zaś dziecko nie ma tej umiejętności - nie jest jeszcze w pełni
człowiekiem, a rodzice zawsze mają prawo wezwać tzw. "ciężarówkę aborcyjną" i
oddać je do likwidacji
Jednak niezależnie od tego jakie było lub będzie prawo, morderstwo zawsze
pozostanie morderstwem, a morderstwo tych, którzy są najbardziej bezbronni
pozostanie najohydniejszą jego odmianą
>

> Zdobaz sie na odrobine tolerancji i zrozum ze nie wszystkie kobiety posiadaja
> instynkt macierzynski.

To rozumiem, chociaż jest udowodnionym faktem, ze nawet kobiety nie lubiące
innych dzieci, swoje traktują jako wyjątkowe, a instynkt macierzński to cos co
powstaje w kobiecie podczas pierwszych godzin i dni po urodzeniu dziecka o ile
są w tym czasie razem. Ale rozumiem, ze ktos może nie chcieć dziecka. Dopóki
zapobiegasz poczęciu - masz do tego pełne prawo.
> Urodzic dziecko to nie sztuka ale poswiecic na jego wychowanie nastepnych
pare
> zycia za to duza.
> Wszyscy krzycza borcja = mord
> ale jakos malo kto mowi o tym ze urodzenie niechcianego dziecka, ktorego
> rodzice nie beda kochali to najwieksza krzywda jaka mozna dziecku wyrzadzic.

(Poza zabiciem tegoz dziecka oczywiście)
Dlatego o wiele większym darem jaki taki rodzic może dziecku podarować jest
zrzec się do niego praw zaraz po urodzeniu. Jest wiele, naprawde wiele matek,
które przyjma to dziecko z pocałowaniem ręki.

  Protest przeciwko nadbudowie kamienicy przy ul....
z tego co mi wiadomo to Dietl zniszczyl calkowicie
charakter bulwarow wislanych osuszajac je i budujac supernowoczesna jak na
owczesne czasy ulice, z kamienicami znacznie przewyzszajacymi okoliczne.
Podejrzewam, ze udalo mu sie to tylko dzieki temu, ze okoliczni mieszkancy nie
protestowali. Teraz Dietl jest uznawany za jednego z wybitniejszych prezydentow
miasta.

podobna sytuacja miala miejsce w przypadku placu matejki (ale nie pamietam za
ktorego prezydenta to bylo), ktory byl niewielkim wiejskim placykiem, a nadano
mu charakter metropolitalny znaczaco podwyzszajac znajdujace sie na nim
kamienice, a tym samym bezpowrotnie niszczac jego pierwotny charakter.

oprotestowywanie kazdej inwestycji jest bardzo charakterystyczne dla
mieszkancow Krakowa, ktorzy poza swoim miastem nic w zyciu nie widzieli i nie
maja pojecia jak sie buduje na swiecie, a nawet jesli widzieli to nie rozumieja
zmian i trendow w sztuce. czesciwo zapewne jest to wynikiem bledow w polskim
systemie edukacyjnym, ktory uczy nas o baroku i renesansie, a pomija sztuke
nowoczesna lub odnosi sie do niej z pogarda i cynicznym usmieszkiem.

charakterystyczna dla mieszkancow naszego kochanego miasta jest niechec do
wszystkiego co nowe. wiem cos o tym z autopsji bo sam zmian nie lubie a
szczegolnie wkurza mnie jak ktos mi zabudowuje ulubiony kawalek trawnika, na
ktory wyprowadzam mojego pieska codziennie rano na spacer, a on tam sra i kopie
dziury w ziemi. Nowoczesny hotel postawiony na miejscu mojego ukochanego
kawalka trawniczka calkowicie kloci sie wowczas z moim pojeciem estetyki.

moim zdaniem pytanie brzmi czy chcemy aby takie place jak ulica szeroka czy
rynek podgorski zachowaly swoj drobnomiasteczkowy charakter cechujacy sie niska
bardzo zabudowa i funkcjonowaly jako swego rodzaju skansen w ktorym sie nic nie
zmienia czy tez chcemy aby przybraly charakter metropolitalny tak jak to mialo
miejsce z placem matejki, rynkiem kleparskim, placem inwalidow etc.

osobiscie opowiadam sie za opcja skansenu w przypadku Kazimierza i Podgorza, bo
te dzielnice lubie takimi jakie sa, a budowe nowoczesnych city proponuje w
innych miejscach. ale zdaje sobie sprawe z tego ze miasto jako organizm zywy
musi sie rozwijac.

  Concours de Charme i Concours d`Elegance
Concours de Charme i Concours d`Elegance
Skåne.Kiedy konie opuszcza Falsterbo przyjada - rowniez konie KM.
Napewno pod metalowymi maskami.
Trzy dni 18-20 juli (lipiec)przyjezdzaja klasyczne auta,tysiace
czterokolowych weteranow,mlodszych i starszych z olbrzymimi przebiegami na
karku do Falsterbo gdzie jutro konczy sie konski show(Falsterbu Horse Show).
Calosc,namioty i personel z konskiego show-u beda obslugiwac wystawcow i
wizytujacych w Falsterbo Classic & Sportcar Show,ktory pokazuje sie po 35
letniej przerwie.
Mamy nadzieje ze tak juz zostanie i bedzie przewodni dla classic car-Show-u
w Skandynawi opowiada Kaj Wehtje.
On jest entuzjasta starych aut,ktory nadawal zycie w Falstrbo
festiwalach ,ktory pierwszy raz powstal w 1922roku w Falsterbo i pozniej
wskrzeszony do z<ycia znowu w 1963-68 przez KAK ,Krolewski Automobil Klub.
Mamy nadzieje ,ze odwiedzi nas dzuo gosci,inaczej nie bedzie kontynuacji.
Podczas tych dni weterani przyjada jako Rajd gwiazdisty do Falsterbu z
roznych miejscowosci. Wystawione pieknosci w konkursie Concours de Charme i
Concours d`Elegance,pozniej sprzedaz akcyjna,ale przedtem beda najladniejsze
nagrodzone.
Jest pare zdjec i tak naprzyklad
AC Cobra427 z lat 60-tych jako replika z lat 90 tych.
MG TD z 1956 sportowey cab z 50KM pod maska.
Prsche 356 Continental z 1955 ktorych bylo zbudownych tylko 240 sztuk.
BMW z 1955 elegancki sportowy cab z zbiorow roidziny Söderströms.
Jaguar E-type coupe z 1966- czyzby napiekniejszy na swiecie?
Lasse Holmström Sydsvenska 12juli 03
przetlumaczyl dla Was Michal.

P.S Jest to zjazd dla innej publicznosci niz tamten paradny z amerykanskimi
starymi autami.Falsterbo jest jedna z najelgantszych miejscowosci morskich w
Szwecji.Miedzy innymi Krolewska Jego Wysokosc tutaj spedza dwa trzy dni
urlopu w ciagu roku.Znajduje sie na poludnie od Malmö na polwyspie.Jako
ciekawostka posiada jedna z najwiekszych plaz nudystycznych w
Szwecji .Niemcy kochaja podplywac na yachtach i lornetkuja, nasze dziewczyny.

  Jestescie fanami Elki z Kanady i jej spamu?
Oj panowie gdybyscie znali historie zycia tej pieknej postaci to inaczej by wam
sie czytalo jej posty.
Tlumaczy literature poezje. Jest biegla w kilku jezykach. Szperacz w kartach
historii Narodu Polskiego. I gdy widzi co z jej Polska sie dzieje i jaki los ja
czeka to nie uwierzyl bys i bardzo trudno jest pisac o tych sprawach tak puzna
pora. I czasem tylko gdy juz noc zapadnie slychac niczym toczacy sie glaz
skalny po urwisku ciezar lzy spadajacej na poduszke.
Nie uwierzyl bys.
Wiesz ze ona kocha Chopena ktory jeszcze do ciebie nie dotarl ?
Moze rozmawiac z taoba na temat malarstwa polskiego w ktorym ona widzi jak na
dloni zycie tamtych pokolen tak heroicznie walczacych o to o co ty dzis
wycierasz swe brudne szmaciaki.
Opowiadala mi swego czasu o Podkowinskim. Musial uciekac z Polski przed carskim
terrorem do Paryza. Tam wlasnie na emigracji powstaly jego najcenniejsze obrazy
np; "Orka na ugorze"
Malowal ! Perfekcyjnie malowal krajobraz polski i ludzi z wyobrazni nie z
natury i moze dzieki temu zawarl w nich to czego ty przyjacielu nigdy nie
pojmiesz! A nie pojmiesz z prostej przyczyny. Bo zostales ulepiony z kiepskiej
gliny. Bo w twoich zylach nie pulsuje blekitna krew. Bo na grzbiety twych
przodkow sypal sie gesto bat ekonoma, a echo tych razow przyczailo sie i
przetrwalo w zakamarkach twojego muzgu. Nie masz tez swiadomosci i potrzeby
posiadania jakiejkolwiek zorganizowanej formy spoleczenstwa, panstwa. Wrecz
panicznie takowej sie boisz. Ta ucieczka jest ucieczka w nicos.

Roznie to nazywaja w roznych jezykach :ART, KUNST,
To nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia. To nie ma nic wspolnego z polityka i
pieniadzem, ani z Akademia Sztuki. Ale ma to cos wspolnego z czlowiekiem i jego
sensem bytu. Glebokiego sensu tego pojecia nikt nie pojmuje oprocz tylko tych
ktorzy maja stala temperature ciala tak jak Chopin o kilka stopni wyzsza od
przecietnej.
Uwierz mi ze w srod nas zyja takze ludzie wyjatkowi.

  Moj stary całe życie miał mnie w d..., tylko splod
Czwarte przykazanie dane nam przez Boga brzmi : czcij ojca swego i matkę swoją.
Nie jest trudno wypełnić to przykazanie w moim przypadku. Mój ojciec był Ojcem.
Nie umiem o nim powiedzieć NIC ZŁEGO!!! Powinien znaleść miejce w Sevres pod
Paryżem, jako wzorzec "ojca". Natomiast Ty, droga Kochanico, masz sytuację nie
do pozazdroszczenia. Bóg nakazał czcić (myślę że to archaiczne słowo należałoby
zastąpić :szanować) rodziców niezależnie od czegokolwiek. Jest to trudne, gdy
tatusia zna się ze zdjęcia sprzed prawie 30 lat. Spróbuj znaleść choć drobinkę
dla której mogłabyś przynajmniej starać się go zrozumieć. Dlaczego tak
postapił. Wszakże brał ślub z Twoją mamą, a więc było jakieś poważniejsze
uczucie. Co takiego się stało, że o Was zapomniał? Zapomniał, czy tylko był na
tyle niedojrzały, że sytuacja go przerosła? Czy próbowałaś dociec prawdy?
Próbowałaś zrozumieć i wybaczyć? Tobie jest to potrzebne. Abyś mogła spokojnie
żyć i uwierzyć, że jakkolwiek los niesie nam co niesie, my nie możemy patrzeć
wstecz i rozdrapywać rany, one muszą się zagoić, a Ty musisz budować swoje
życie, swoje szczęście i swoją przyszłość.
Swoją drogą masz wyjątkowego pecha do facetów. Wydaje mi się, że koło sie
kręci i zamyka. Masz żale do męskiego świata i ten świat te żale Ci umożliwia.
Mój mąż twierdzi, że człowiek powinien starać się widzieć tylko pozytywne
strony, bo jeśli czarno widzisz, to dlaczego los ma być dla Ciebie łaskawszy
niż Ty sama???? Nie uważasz, że czas to koło przeciąć? Postaraj się zrozumieć,
wybaczyć i zapomnieć żale. I żyj Kochanico szczęśliwa, patrz w przyszłość z
wiarą, nie czekaj na gwiazdkę z nieba czy wygraną w totka. Moja mama
opowiadała, że mądrzy Żydzi mówili: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co
się ma. Polub swoje życie, a życie polubi Ciebie. To wielkie szczęście i wielka
sztuka pogodzić sie z tym, co los Ci daje. Wiesz co, moja malutka? Faceci
których miałaś nieszczęście spotkać nie są warci Twoich łez. Zapamiętaj to
sobie. Będziesz kiedyć matką, żoną. Czy chcesz swoje smutki przenieść na
rodzinę? Oderwij sie od nich, póki czas. Może ojca zrozumiesz? Może jeszcze
znajdziecie nić porozumienia? Masz już 29 lat, spróbuj wyciągnąć rękę w jego
kierunku, nie musisz go kochać, ale nienawiść i żal to bardzo destrukcyjne
uczucia. Wyjaśnij sytuację dla higieny własnej psychiki.
Nie gniewaj się, że nie mając doświadczeń w tym względzie, staram się doradzić.
Ale wydaje mi sie , że właśnie dlatego, że moje uczucia tak do ojca jak i do
męża są bardzo pozytywne, łatwiej mi bez złych emocji mówić o problemie.

  Na Bałutach jeszcze Polska
Eeh rozumiem, że pani jako weteranka ww. festiwalu, osoba ze stażem
podkulturowym i pewnym dystansem do oficjalnej rzeczywistości szuka śladów
tamtej epoki w kulturze Hip-hop, blokersach, w nowym pokoleniu zbuntowanej
młodzieży. No tak. Młodzi za pokolenia kontrkultury też kradli, promowali,
sępili na jabole i klej. Bluzgali, darli się pod oknami, bili łysi kontra
reszta... baa.. tez nie kochali policji o kontestowaniu polityki i polityków
nie wspominając.
No tak. Hm. Podobieństw na tyle. Teraz różnice, a właściwie różnica:

Kradzieże w tamtych czasach były w porównaniu z dniem dzisiejszym niewine.
Taak.. wyniesienie 3 skrzynek piwa z paru jarocińskich sklepów to chyba te
najpoważniejsze. Nikt nie okradał samochodów, domów (ups.. na moim osiedlu
ostatnio młodzi fani HH zakradają się przez otwarte balkony i wynoszą co tylko
można), nie zrywał łałcuszków z szyi kobiet (a jak nie chce oddać to kopa..) i
nie wyjmował walkmanów i pieniędzy z plecaków dzieci (a jak nie, to żyletką czy
motylkiem bo buzi). A okradanie sklepów - nie koniecznie jarocińkich - z 3
skrzynek piwa to stały proceder dziesiątek ekip jak ta z Bałut.

_Różnica podstawowa_ jest po prostu taka: nie kasa była celem życiowym w
tamtych czasach - niech nikt nie opowiada, że nie była potrzebna - a dziś to
właśnie kasa rządzi. Złodziej i i bandzior sa ok, bo pieniądz jest OK. Praca i
nauka? Też mogą być OK, ale po ch... jeśli nie dają kasy? Aż się ciśnie na usta
jak twórcza potrafiła byc kontrkultura - ruchy społeczne i obywatelskie (cała
polska ekologia, organizacje charytatywne, Amnesty International etc.), sztuka
i kultura alternatywne wykraczajace daleko poza muzyke (pardon, porownanie Maci
Pariadki to zinow HH-opowych to jak porownanie Mazowieckiego z Lepperem)...
Tymczasem muzyka HH z Molestą na czele, prostackie (ugh.. nie lubię tego slowa
ale tu pasuje bajecznie) i złe wzorce przerażająco promuje. Jasne, nie każdy
gnojek w portkach z pieluchą kradnie, gdzieżby tam. Ale za wielu te kradzieże
aprobuje.

Możnaby pisać a pisać. Skad ten straszny brak kręgosłupa moralnego? Tez możnaby
dłuuugo.. W każdym razie ekipa z Bałut to złodzieje i banda dresiarzy, mogę im
współczuć i życzyć lepszych wzorców, ale chcę, by ich z konsekwencją nazywano
tak jak na to zasłużyli. Złodzieje i drechy. HWDD (...Dresiarzom)

pzdr.

  Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?
Soso i Zulo... cz 3
Zora pisze:
> Ale i tak jestem feministka. Nawet jesli pomysl na parytet wydaje mi sie
> chybiony... juz znacznie mniej chybione sa inne pomysly
Parytet to chybiony pomysł? To jest mądre - ja się zgadzam, ale Wy?. Dalej.
Zora:
> ) ) Jak wytłumaczyć samcowi, że skoro samica podała
> ) ) ten cholerny obiadek, to on powinien pozmywać gary?
Maciej:
> ) Wziąć go na ambicję: "nie mam do ciebie żalu, że nie umiesz zapewnić mi
> ) zmywarki..." ;-)
Zora:
> to chyba mam pecha... minimalizacja wysilku - to haslo naczelne i motto
> wiekszosci samcow (ok, nie wszystkich, ale jednak wiekszosci) dookola mnie.
> Szczegolnie jak nie lubia danej czynnosci (moj pan maz kilka razy rozrzewnial
> sie jak to on kocha myc podloge... efekt wiadomy... na pewno on jej nie myje!)
Zora opowiada tu o mężczyznach ze swojego otoczenia. To raczej obserwcja
środowiskowa niż "mądrość". Kończy się to wszystko tak:

> ) ) A może nie powinien?
> ) ) Co to jest 'naturalny porządek rzeczy'?
> ) ) Pozdrawiam Forumowiczów i wszystkie Feministki, szczególnie serdecznie te,
> ) ) które zachowały nieco zdrowego rozsądku (a to trudna sztuka :))
> ) O tak! Ale trzeba się starać! Z patrialchalnym ucałowaniem -
>
> Ave Caesar morituri te salutant....

I teraz mam do Was moi drodzy pytanie. Co takiego wyjątkowo błyskotliwego, jest
w tym co napisała Zora? Większość tego, co tu przedstawiła pisaliśmy z Maciejem
w setkach już chyba postów i spotkały nas za to głównie obelgi. Jedyna różnica
jest taka, ze Zora używa miejscami języka - nazwijmy to - nieparlamentarnego,
czego ja i Maciej unikamy, i że - najwyraźniej - uwiodła ją socjobiologia w
stopniu już nieco zbyt duzym, (co Wam akurat nie powinno się chyba podobać).
Czy o ten język chodzi? O radykalizm? To są wyznaczniki mądrości dla tutejszych
feministek? Chmmmmmm.....................

  kino w Gdyni ...
A w przszłym tygodniu rozpoczyna działalność klub filmowy Riwiera, jak łatwo
sie domyslic w Riwierze przy ul. Zawiszy Czarnego 1. Bedzie to klub kina
niezaleznego, tzw. offowego.
Oto informacja, którą uzyskałam od organizatorów:
Do kina kameralnego, preferującego filmy intrygujące i nietuzinkowe zaprosimy
we wtorek 14 listopada, do sali im. kontradmirała Adama Mohuczego na godzinę
18.oo. Pokazem filmów Henryka Lehnerta rozpocznie działalność Klub
Filmowy „Riwiera”.
Comiesięczne seanse będą prezentowały przede wszystkim kino niezależne.
Filmy autorów-amatorów można w zasadzie wyłącznie oglądać na festiwalach
offowych. Odbywają się one w kilku miastach Polski. Poza nimi, kino niezależne
w zasadzie nie ma możliwości dotarcia do widzów. Twórcy klubu, poza seansami
filmowymi, zamierzają również organizować spotkania z autorami filmów,
prezentowanych na kolejnych spotkaniach.

Wejściówki na uroczystość otwarcia Klubu Filmowego oraz na pokaz filmów można
otrzymać w Klubie MW.

O Henryku Lehnercie często mówiono „najstarszy amator-filmowiec”. Używał wobec
siebie określenia „realizator filmowy” a nie – „reżyser” czy „twórca”. Filmem
amatorskim zajmował się od 1961 roku. Założył Amatorski Klub Filmowy „Chemik”
przy Zakładowym Domu Kultury Zakładów Chemicznych „Oświęcim”. W 1964 roku w
Opolu ukończył instruktorów filmowych, a w 1967, również w Opolu, kurs dla
instruktorów II stopnia.

Był inicjatorem Przeglądów Filmowych w Obronie Cywilnej. W latach 1967-1969
przeglądy odbywały się w Oświęcimiu, a następnie każdego roku w innym mieście i
trwały do stanu wojennego. W 1977 roku Ministerstwo Przemysłu Chemicznego
uhonorowało go dyplomem za całokształt twórczości filmowej, a rok później Klub
AKF „Chemik” otrzymał dyplom Ministra Kultury i Sztuki za upowszechnianie
kultury filmowej.

Oświęcimski Festiwal Filmowego "Kochać człowieka", którego pierwsza edycja
odbyła się w 1985 roku i miała zasięg ogólnopolski, jest również jego pomysłem.
W 1989 roku otrzymał Złoty Medal UNICA (Union Internationale du Cinema non
Professionnel) za całokształt twórczości filmowej.

W 1997 roku został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa za największą liczbę
zrealizowanych filmów (400) na świecie i najwięcej otrzymanych nagród. W roku
2000 władze Oświęcimia przyznały Henrykowi Lehnertowi tytuł Honorowego
Obywatela Miasta.
Według Henryka Lehnerta, kino amatorskie nie powinno naśladować
profesjonalistów. Zadaniem amatorów jest opowiadać anegdoty, zwracać uwagę na
detale, zazwyczaj pomijane.

  Jacek Kaczmarski, zostanie pamięć i pieśń
"Rozmowa" z Izą...
iza.bella.iza napisała:

> "Nie mów do pustej ściany
>
> ale krzycz do słońca
>
> nawet grzech czasem dobry
>
> jeśli grzechem nie chce być do końca"
>
>
> Ksiądz Twardowski to napisał, w tym roku - 2004. Pewnie nie myślał wtedy o
> Jacku, a może...

"Rozmowa"

Pan śpiewał, świat widzi ponuro
Wciąż tylko o stosach i grobach
Pan wiesza poddanych torturom
Głos Pana to wieczna żałoba
Przetrwają, Pan za złe ma murom
A mnie się to życie podoba

Proszę Pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i jego złudzie
Ale człowiek dąży ku zgubie
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie

Właśnie ludzie, niech Pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści
A najgorsze jeszcze się przyśni
W cierpieniu wszyscy są właśnie
Pan mówi, że życie to czyściec
A oni pragneliby baśni

Proszę Pani, przecież to robię
Opowiadam baśnie choć smutne
Kim by był niepojętny człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej

Właśnie prawda, po co Pan pyta
Obcy Panu brak wątpliwości
To Pan śpiewa, co Pan przeczyta
Po prostu świat w książkę uprościli
Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta
Pan przeczy człowieczej miłości

Proszę Pani, cierpieć się staram
Proszę spytać żony i dzieci
Kocham, miłość księga stara
Którą warto Bogu polecić

Właśnie Bóg, Pan boga nie lubi
Ale mówi, że wciąż Go czyta
W Pańskich trwogach można się zgubić
Pojąć Pańską sztukę to sztuka
Pan publicznie z losem się czubi
Jakaż z tego dla nas nauka

Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski
Jestem egzemplarz człowiek a to znaczy
Diabli, Czyśćcowy i Boski

Jacek Kaczmarski, 7.12.1991

  Mirosław Orzechowski - personifikacja zacofania
Mirosław Orzechowski - personifikacja zacofania
Właśnie obejrzałem "Kropkę nad i" w której Pan Wiceminister Mirosław
Orzechowski nie wprost, bo zapewne się tego wstydził powiedział, że opowiada
się za tym, żeby kobiety przymusowo rodziły dzieci pochodzące z gwałtów.
Bo według jego poglądu na świat czemu takie dziecko poczęte w wyniku gwałtu ma
być gorsze od dziecka poczętego w rodzinie.

Jestem naprawdę mocno zbulwersowany wypowiedzią Orzechowskiego.
Pomijam już fakt, że miejsce ludzi o takich poglądach jest na śmietniku
historii ale z jego wypowiedzi bije przede wszystkim ogromny smutek.
Smutek i brak doświadczania miłości w dzieciństwie.
Ale jak widać Lidze Polskich Rodzin jest obce pojęcie miłości.
Nie ważne czy matka będzie kochała swoje dziecko czy nie ma je urodzić.

To co napiszę poniżej jest obrzydliwe i przyznam szczerze że jest mi wstyd, że
muszę zniżać się do tego kalibru argumentów, ale jak widać tylko coś takiego
jest chyba w stanie przemówić do zacofanych mentalnie członków LPR.

Panie Orzechowski, na swojej stronie pisze Pan, że jest Pan żonaty i ma dwie
dorosłe córki.
Życzę, by którakolwiek z kobiet Pana życia została zgwałcona najlepiej jeszcze
przez kogoś kto jest np. nosicielem wirusa HIV i MUSIAŁA URODZIĆ tak jak Pan
tego chce ustawowo i żeby Pan patrzył na to jak ona się męczy nosząc dziecko
pochodzące z gwałtu. Dziecko, które nie jest przez nikogo na tym świecie
oczekiwane a być może urodzi się chore i właściwie skazane na śmierć.

Obrzydliwe życzenie... prawda ?
Prawie tak obrzydliwe jak Pana poglądy na dopuszczalność przerywania ciąży.

Polityka to sztuka wyobraźni, sztuka przewidywania efektów swoich decyzji.
Ale Pan jak widać nigdy nie powinien zostać politykiem.

  Ksiazki, ktore na nas zrobily wrazenie
Ksiazki, ktore na nas zrobily wrazenie
Nie powiedzialabym, ze ksiazka moze calkowicie zmienic zycie, ale moze miec na
nie wplyw.
Ktore ksiazki sa dla mnie wazne? Mam dwie kategorie, pierwsza to te ksiazki,
ktore maja dla mnie jakies specjalne znaczenie, choc nie sa jakies specjalnie
specjalne (np. Karl Marx "Das Kapital" albo David Norman "Mikrokosmos"). Wiaza
mi sie z takimi ksiazkami jakies mi bardzo bliskie osoby, albo miejsca, albo
sytuacje, alboalbo.
Druga kategoria, i o tych dzisiaj bede mowic, to ksiazki, ktorych tresc mialy
jakies wplyw na mnie.
Pierwsza taka ksiazka to bylo Steven Hawking "A brief history of time: From
the Big Bang to the blake holes". Jaki dziwny ten nasz wszechswiat jest. Po
tej ksiazce postanowilam zostac kosmolozka. Mialam wtedy z trzynascie lat. Nie
wiem, czy zostane kosmologiem, ale jezeli tak, to dzieki tej ksiazce.
Nastepne dwie takie ksiazki, a wlasciwie sztuki, to byl Shakespear najpierw
"Hamlet" w wieku czternastu lat, rok pozniej "Romeo i Julia". Plakalam omalze
czytajac o losach Hamleta, a "Romeo i Julie" przeczytalam w ciagu dwoch dni,
taka piekna poezja (dziekuje Ci, Baranczak!)!
Pomiedzy "Hamletem" a "Romeo i Julia" przeczytalam "Syzyfowe prace". Ksiazka o
"opozycji" z 19. wieku. Pelna patriotyzmu, wiec jak dla mnie napisana!
"Der Baader- Meinhof- Komplex" mial na mnie taki wplyw, ze w tej chwili pisze
opowiadanie na podstawie tej ksiazki. Ale to nie byla sama ksiazka, tylko cala
ta RAF mnie fascynuje.
Biografie Morrisona, najpierw "Riders on the Storm" Densmore`a, potem "Nikt
stad nie wyjdzie zywy" kogos tam. Niestety, na koncu i jednej i drugiej
ksiazki Morrison umarl.
"PRL dla poczatkujacych", tez ksiazka, ktora nadaje sie dla patriotow.
"Die Blechtrommel" Grassa. Wczoraj sluchalam "Mein Jahrhundert" jako hoerbare
Literatur, sam Grass czytal. Kocham tego autora, tez, jak mi sie czesto nie
zgadzamy w sprawach polityczny. Lewicowy pacyfist, ale udalo Mu sie mnie
wczoraj prawie przekonac... prawie, bo Saddama zlapalismy :-)
"Kubus Puchatek" i "Akademia Panna Kleksa" sa dwie ksiazki z dziecinstwa,
ktore mnie uksztaltowaly. I Muminki, Wolczykij to moja piewsza milosc :-) Ale
On caly czas chodzil na wedrowki, wiec stwierdzilam, ze staly zwiazek z nim
nie jest mozliwy- niestety :-(
I Hamsuna "Sult" dalo mi duzo do myslenia.

Czytam w tej dwie ksiazki "Die Reise" Vespera i "Lalka" tego tam... Prusa
przez u bez kreski. Mysle, ze te ksiazki beda nalezec do tego
kanonu_ksiazek_ktore_mialy_na_mnie_wplyw.

I teraz Wy! Do dziela!

Pozdrowienia,

CJ

  Rzeczpospolita o polskich rozgłośniach
To ja tez coś zacytuję Panie obłudny manipulatorze Januszu.
Z tego samego raportu:

"Stacją publiczną niepozbawioną ambicji, ale i nielekceważącą praw rynkowej
konkurencji jest Trójka. Powoduje to, że ma eklektyczny repertuar muzyczny. Na
jej antenie można bowiem usłyszeć popowe piosenki (...) ale nie brakuje Stinga,
Phila Collinsa, R.E.M., Queen, pojawia się Pink Floyd, Red Hot Chili Peppers,
Peter Gabriel. Jest miejsce dla Kazika i Voo Voo, których nie słyszy się w
innych stacjach. Na szczególną uwagę zasługuje zainteresowanie nowymi
brzmieniami - Radiohead, Travis, Primal Scream, a także muzyką klubową."

"Młodsi słuchacze, o których stacja walczy z komercyjną konkurencją, nie mają
czasu na wsłuchiwanie się w literaturę i rozmowy o sztuce. Dlatego jedyne
słuchowiska w listopadowej ramówce to sześciominutowe odcinki świeżo wydanej
książki Radka Knappa "Lekcje pana Kuki", pisanej na luzie, pełnej
socjologicznych spostrzeżeń ("kobieta kocha swoje ciało jak własne dziecko"). Z
drugiej strony stacja nie przegapia istotnych wydarzeń, organizuje spotkania z
Wisławą Szymborską i Ryszardem Kapuścińskim, nadaje publicystykę kulturalną.
Kiedy Jedynka i Zetka ograniczyły się do podania informacji, że Liz Taylor nie
wierzy w pedofilię Michaela Jacksona, wieczorny "Klub Trójki" poświęcono
psychicznemu zagubieniu gwiazdorów popkultury. Po południu o kinie indyjskim
ciekawie opowiadał Max Cegielski. W "Magazynie bardzo kulturalnym" o 21.50
usłyszeliśmy wypowiedzi Magdaleny Abakanowicz, Anny Dymnej i Krzysztofa
Warlikowskiego. Było także o wystawie "Od Picassa do Warhola" w Centrum Sztuki
Współczesnej, o której na dzień przed otwarciem nie wspomniano w wiadomościach
Jedynki."

  A co powiedcie na takie "zwyczaje" weselne?
Do Baby , dygresyjnie "o rodzinie":) i weselach :)
Pisaalas Babo o malych :) 80 osobowych weselach :) Wiesz dla mnie
60 "sztuk" to taka norma, choć bylam i na takim weselu u
przyjaciółki, gzie było z 300 osób :)
Nazywasz wesela z ot. (moliwoscioa taką ) spędami ...
Wiesz, ja sie trochę dziwie, jak to u was funkcjonuje - przyznaję.
tak to przedstawiasz, jakby w waszej rodzinie wszyscy bbez wyjątku
kochali się na maxa i w dodatku mkieszkali pzrez płot :)

Wiesz, moze tak jest, ale nie u wszsytkich. Jestem na to najlepszym
przykadem:)
Za maz wychodzi moja siostra cioteczna, jestem z znia baaaaardzo
zwiazana, a z kuzynem (ten sam stopień pokrewieńwta, syn siostry
mojej mamy, nie). PAradoksalnie - znam lepiej zone kuzyna niz
przyszłego meza kuzynki. :) Kuzyn sie zenił 10 lat temu ponad -
byłam na weselu, ma chrzcinach córeczki, an ajkis uroczystociach
rodzinnych. Potem sie ok. 5 lat temu przeprowadzilam dosc daleko no
i przyszłego meza mijej kochanej siosrrzyczki widzialam w zyciu razy
3 :)
Niewiele o nim wiem osobiscie, tyle co mi siostra powie. Ona mego
partnera zyciowego też ze 3 arzy widziala, chyba dluzej:)
Z osob które zaprasza np. tej panny co to ma aki problem z os. tow.
za dobrze nie znam - 2 razy ją widziałam. Przyjeżdzam do rodziców na
krótko na ogół, czas spezdam z nimi, kolegami swoimi, kolezankami,
przyjaciłmi SWOIMI, a nie siostry...
Jak jestem ze 4 dni raz na pół rokuto nie mam zwyzcajnie zcazu nawet
ze swoimi znajomkami sie zobaczyć, a cóz doopiero z jej.

No i teraz tak- wychodzi, ze na jej weselu bedę znać z wizdenia jej
znajomych liku, jej Rodzicw, moich, cioke z mezem i kuzyna, jwej
babcie (wdowa) i brata jej taty z zoną - ich dzoeci to z wizdenia
znałam jako młodziutka osoba, teraz to bym ich nie poznała. Ludzi
bedzie ok. 70 osób - reszty nie znam :) no jeszcze mloda parę - pana
młodego w sumie z wizdenia i opowiadań ...
Czy ti jakieś dziwne?
Z rozdiny mego partnera znam literalniejego siostre tylko i jej
rodzine - mąż i dzieci oraz synów. Mamy wizdialam zdjecie, mieszka
bafrdzo daleko za granicą, tato nie zyje od lat.
Czyli gdybyśy nie daj Boze, bo nie chcę, brali ślub on znałby z mej
roziny: moją mame , tate , kuzynkę - tyle. Ze znajomych poza tymi
tu - bo zna, moja przyjaciólkę - poznali sie przy okazji mego
wyjazdu do rozdiców. Jej męza juz nie zna. ja z hjego rodziny -
siostre z dziecmi i ezem :) - znajomych - tak , ale nie
wszystkich ...
Z moich znajoych tutaj moja rodzna zna kilkoro osób - raczej
wszystkich bardzo bliskich - fakt,. ale nie ma szans na to, żeby się
tak integrować jak mówisz, znać przyjacioł i znajiomych w
rodzinaxh obojga ...
Nie bierzesz pod uwagę atkiej sytuacji?

  Slub koscielny i chrzest
Dylemat który opisałas jest bardzo czesty. W Polsce tak naprawdę wierzy zapewne
kilka procent ludzi, reszta dba o zachowanie pozorów. Dlatego też bardzo
smieszne sa opinie, że przyjmowanie sakramentów jeśli się nie wierzy jest
świetokradztwem. Literalnie oczywiście tak, z tym że robi to 95 proc ludzi.
Wiekszosc robi to bo tak jest wygodniej, tak wypada, albo chce mieć okazję do
założenia ładnej sukni.
Ale nie chcę dyskutowac o stanie wiary w Polsce. ja nie mam slubu koscielnego,
natomiast ochrzciliśmy dziecko mimo że jesteśmy niewierzący. Z dwóch powodów:
po pierwsze chrzescijaństwo to nie tylko wiara, ale równiez cała cywilizacja,
kultura i sztuka. Nie bardzo sobie wyobrazam, żeby nie znac Biblii, kiedy sie
oglada freski nie wiedzieć kto to był sw. Sebastian albo co to była rzeź
niewiniatek.
Rozgraniczam wiarę od tradycji: kolęd, szopki, święconego, pasterki. Nie bedę
odmawiał z dzieckiem pacierza ale bedę mu opowiadał o tym jak do dzieciątka
przybyli trzej Królowie - bo to jest nasza cywilizacja i jeśli dziecko nie
bedzie jej znało to będzie ubozsze.
Po drugie ochrzciliśmy dziecko bo w Polsce ktoś nieochrzczony to wciąż wyjątek.
Bardzo dobrze pamiętam jak w mojej klasie był jeden chłopak który nie chodził
na religie a nawet nie potrafił się przeżegnać. i pamiętam że wszyscy patrzyli
na niego jak na dziwaka. Nie wiem , może za kilka lat to się zmieni, do szkoły
będzie chodził z małymi Wietnamczykami, Murzynkami i Arabami. Ale może nie. A
dla dziecka to szalenie ważne żeby nie odstawać od grupy równiesniczej i się od
niej nie różnić. I nie chće żeby mój wybór rzutował na to jak będzie sobie
radziło.
Ale ty piszesz że mieszkasz w innym kraju, więc sytuacja też jest inna. Jeśli
zaś chodzi o rodzinę.... To zależy jak oceniasz sytuację. nie przejmuj się
opiniami. Jak pisałem wieksośc ludzi w Polsce bierze ślub na pokaz. Ja uwazam
że akurat branie ślubu jest cokolwiek smieszne, ale rozumiem że moga byc
sytuacje roodzinne kiedy nie masz innego wyjsciaW gruncie rzeczy to wypadkowa
tego jak bardzo kochasz rodziców czy dziadków i jak bardzo oni chcą tego slubu.
jesli odpowiedz na oba pytania brzmi "baaardzo" to trzeba to rozważyć.

  Trzecia część "Człowieka z marmuru" i "Człowiek...
Gość portalu: ANka napisał(a):

> Szanowny rozmowco. TAka dygresja.. Babcia mojego meza byla goralka..
> Babcia miala to do siebie ze z sentymentem i iskierka w oku
> opowiadala o tym jak to mlodzieniec pomagal jej wsiasc do pociagu..
> Brzmialo to mniej wiecej tak - mlody chlopok i taki silny a jak
> mnie wzial i smyrgnal do gory - jedna reka...
> Babcia tez opowiadala o lekarzu ktory do niej przychodzil gdy
> rozrusznik juz nie za bardzo sprawnie dzialal.. Uprzedzala
> wnuczka ze musi sie przygotowac bo to taki przystojny lekarz..
> Przy okazji opowiadala tez jak to ten sam lekarz z mrugnieciem do
> niej podawal kolezance wapno z zastrzezeniem ze to lek na
> wszystko.. I babcia opowiadala z usmiechem jaki to urwis ten
> lekarz i jak pomoglo kolezance... A babcia byla tez kochajaca
> zona i babcia..
> To taka mala dygresja z zycia - nie warto nie doceniac babc a
> mlodym duchem mozna byc zawsze - to nie kwestia wieku. Cos mi sie
> tak wydaje ze madrosc tez nie przychodzi na zawolanie - to
> kwestia przykladow..
> Obawiam sie tez ze gdy mlodzi beda mowic o mlodosci to moze sie
> tak zdarzyc ze wyjdzie z tego jeden wielki ´banan´ ale o tym
> mowilam juz niejakiemu bonobo..

Bardzo ladnie Pani opisala swoja babcie. Mozna powiedziec, babcia z klasa.
Starzec sie to tez sztuka. Nie kazdy to potrafi.
Sa starcy, ktorym pstro w glowie i nawet nieletnich panienek sie zachciewa.
Czy my bedziemy mogli sie zestarzec z szacunkiem, z kultura? Czas pokaze.
Dzis nie martwmy sie zbytnio o to. Badzmy soba.
"blogoslawiony, kto za mlodu byl mlody"
To cytat, ale mniej wiecej chodzi o to by dorastac do swoich lat, a nie
wyprzedzac je, czy zostawac intelektem we wczesniejszej fazie.
Pozdrawiam

  Pismo w obronie szefa pogotowia
Pismo w obronie szefa pogotowia
Wcale się nie dziwię, przecież 100% pracowników nie kocha
swojego szefa, ci co się wypowiadają może nie chcą się
wypowiadać, bo szef ma do nich pretensje o coś, może nie chce im
się pracować lub nie wypełniają swoich obowiązków. Pracowałem w
Pogotowiu i Pan Michał Borkowski bardzo dużo wymaga od siebie,
ale i od pracowników, sam się irytowałem, że musiałem wyjeżdżać
w nocy w 60 sekund, do wyjazdu alarmowego, potrącał karę za
niewykonywanie zadań w czasie, który określił, ale nie robił
krzywdy ludziom, a że miał i ma ...ca na punkcie czasów
wyjazdu, to już mu pozostanie. Mimo to szanuję go do dzisiaj,
zawsze starał mi się pomóc, nigdy nie zostawiał nas, dola
lekarzy jest trudna i ciężka. Pomagał nam i jak wiem robi to
nadal. Przecież musi wymagać. Mówił nam, że najbardziej lubi,
jak nie jeździmy, bo wtedy jest poczucie bezpieczeństwa
pacjentów, przecież to nie jest akord, ale jak jest wezwanie,
to "masz kapcie gubić". Facet kochający pogotowie, takiego już
tam nie będzie. Takiego szefa już nie miałem nigdy i mieć nie
będę, ja też nie byłem zadowolony z dyscypliny, jak każdy, ale
przecież takie są obowiązki w "wojskowej instytucji". Nie znam i
nie znałem Pani Ewy Łagońskiej, jak sądzę koordynatora
medycznego, ale "ganiał" koordynatorów, wymagał od nich więcej
niż od nas, no to chyba Pani Ewa trafiła "fuchę" - rozliczać
swojego szefa to sztuka, a jak go znam to do niej też się
czepiał, że może nie wszystko zrobione, jak by chciał. Miałem do
szefa dużo pretensji, ale dzisiaj podpisał bym się pod nim
obiema rękami, to jest naprawdę fajny szef, mimo, że czasami
upierdliwy i wymagający. Trzymaj się były szefie, jestem z Tobą.
Ale bym chciał byłbyś szefem w moim szpitalu, naprawdę bym się
nie obijał, ale brakuje mi pogadania z Tobą, czego nie mam
dzisiaj. Opowiadali kumple z Brzeskiej, że jak tam byłeś to był
fajny szpital i żałowali, że ich zostawiłeś.

  "Bije to kocha"
>Zazwyczaj w takich nawalankach górą wychodzi mężczyzna ale tylko dlatego, że
> należy zazwyczaj do wyższej kategorii wagowej, a nie dlatego, że kobieta jest
> uosobieniem pacyfizmu. Kobieta chętnie poskarzy się jak to "stary" jej
> przywalił i powiększy właściwe statystyki fe.ministyczne

Nie chce ci przypisywac złej woli w gloszonych przez ciebie poglądach, ale czy
znasz pojęcie deprywacji emocjonalnej?
W skrócie mozna to ujac tak, że jesli kobieta bardzo kocha męża, to zgodzi sie
nawet na codzienne lanie, byle tego męza miec.
Lub tez, jeśli jest przekonanan że taka jest rola mężczyzny, to będzie to
znosic, bo przecież innaczej być w jej mniemaniu nie może.

W jakiś dziwny sposób sugerujesz, że kiedy dochodzi do bicia żony przez męża,
to ona jest ofiara tylko dlatego, ze nie moze oddać ( cytuję: órą wychodzi
mężczyzna ale tylko dlatego, że należy zazwyczaj do wyższej kategorii wagowej,
a nie dlatego, że kobieta jest uosobieniem pacyfizmu).
Mnie, jako kobiete, badrzo to zabolało.
Badx na przyszlosć ostrozniejszy w pokretnoisci snutych przez siebie wywodów,
bo jesteś w moim mniemaniu niesprawiedliwy i niemal prostacki w sposobie
myślenia.

Godzinę temu wrocilam z teatru. Ogladałam tam sztukę "Łucja i jej dzieci"
opowiadającą o kobiecie, ktora była wielokrotnie bita, gwalcona, poniżana, ba,
nawet kazano jej ukrywać ciążę aby potem jej narodzone dzieci zakopywać. A ona
się na to zgadzała!
Po spaktaklu głos zabtral psychiatra terapeuta, ktopry stwierdził, że takis
syndrom zupełnej bierności wykazuje ogrmona rzesza maltretwanych kobiet.
Bohaterka sztuki (nota bene osadzonej na faktach) coprawda skarzyla si
przyjaciołce, ale gdy ta chciala jej pomóc, ona się wycofuwala.
Bo po latach poniżania, bicia, gwalcenia, twój świat zamyka się do prostego
schematu: jest mezem, więc będzie bił. Kocham go, wiec nic z tym nie zrobie,
tak musi być.
Wielu widzów mialo łzy w oczach, nie tylko po samym spektaklu, ile po
wystapieniu psychiatry.

Zastanów się jak jesteś niesprawiedliwy, pisząc że kobiety sa rownie agresywne,
tyle ze taka bita żona nie moze przywalić, bo jest mniejsza i dlatego to maż
jest oprawcą, a ona "chętnie poskarzy się jak to "stary" jej przywalił "
To jest niemal wulgarne w swojej prostocie. Niesmaczne w zupełności.

Uważam że posunąleś sie w swojej demagogii za daleko. Po prostu obnażyleś się
jak dla mnie z najgorszej strony.
Przykro mi z tego powodu.

  Mówta co chceta panowie :)
boykotka napisała:

> Zastanów się jakie Ty stereotypy powtarzasz i w imię czego ???

Stereotypy? Istnieją w ogóle jakieś stereotypy na ten temat?

> Wkleję Ci tu fragment księgi Henocha nie uznanego przez KK, co nie stanowi o
> zprzeczeniu jej istnienia.

Kościół nie uznaje również "Sztuki Kochania" Wisłockiej i oczywiście nie
stanowi to o zaprzeczeniu jej istnienia. Nie chodzi wszakże o istnienie, a o
jej wartość religijną. Nie wdając się w głębsze rozważania, można tylko
wspomnieć, że Księga Henocha nie została uznana ani przez chrześcijaństwo, ani
przez judaizm.

> Ponieważ interesuję się genetyką informuję Cię, że spłodzenie potomstwa
> pomiędzy człowiekiem a aniołem jest możliwe tak jak spłodzenie potomstwa
> między osłem a koniem. Potomstwo takie jest jednak niestety jałowe.

Łojezusicku! Masz jakieś informacje na temat genotypu zmaterializowanych
aniołów? Zapodawaj! Pewnie wiesz, jaką mieli długość telomerów? ;-)

> Troszeczkę zaczynam załapywać o co ci chodzi z tymi aniołami i wcielaniem się
> ich w ludzi w celu kontaktów z ludzkimi córami, niemniej jednak w ŻADEN
> sposób to nie tłumaczy pojawienia się onych aniołów na arenie biblii. Albo
> podchodzimy do czegoś merytorycznie albo zacznijmy opowiadać sobie bajki,
> jakkolwiek je nazwiesz.

Na razie dokonujemy sobie dość luźnych, choć, przynajmniej w moim założeniu,
logicznych interpretacji Biblii. Nie musimy zastanawiać się, skąd wzięli się
aniołowie, skoro Biblia ich istnienie traktuje jako oczywistość. Merytoryczne
podejście do tematu w tym przypadku polega na zastosowaniu prawideł biblijnych
do tłumaczenia opisanych tam zdarzeń. Jeszcze raz przypominam - jeśli wierzymy,
że Jezus mógł zostać człowiekiem, to dlaczego mielibyśmy zaprzeczać takiej
możliwości w przypadku aniołów? Jeśli zaś wcielali się w ludzi, a nie np. w
małpy, to bezpodstawne jest przypuszczenie, że ich potomstwo z kobietami
musiało być bezpłodne.

> I dodam tylko, że mutacja chromosowa, któraby spowodowała tak olbrzymią
> zmianę w długości życia człowieka zachodzi raz miliardy przypadków. Ludzkość
> licząc na ewolucję potrzebowałaby minimum kilkudziesięciu milionów lat; no i
> jakiegoś logicznego uzasadnienia by w sposób naturalny tak skrócić sobie
> zycie.

Przywoływanie teorii ewolucji podczas dyskusji na temat Biblii jest w ogóle
mało logiczne. Wystarczająco logicznym uzasadnieniem skócenia ludzkiego życia
jest właśnie Rdz 6:3.

  glupie teksty waszych bylych i obecnych...facetow
W trakcie czytania Waszych tekstów przypomniało mi się kilka incydentów ;)

1. Pan był w wieku około 23-24 lat, nie pamiętam już teraz dokładnie. Mieszkałam
wówczas jeszcze z rodzicami, od których miałam dostać prezent. Bilety na sztukę
do teatru. Sprawa była niepewna, co powiedziałam mojemu (obecnie) ex. Niestety
biletów nie udało się zdobyć więc zaproponowałam, byśmy z chłopakiem spędzili
ten wieczór razem. O umówionej z Nim godzinie - ja przygotowana, Jego nie ma. Po
około pół godzinie zadzwoniłam do niego martwiąc się, czy nic się nie stało. Co
się okazało? Ano tyle, że mój "wspaniały" siedział sobie z kolegami na piwku.
Mowę mi odebrało, powiedziałam mu trochę do słuchu, nie pamiętam już teraz co
dokładnie i rozłączyłam się po czym dostałam sms-a takiej treści "Mieliśmy iść
do teatru ale ty widać miałaś to gdzieś więc po co miałem do ciebie jechać? wy
baby jesteście wszystkie takie same!", nie powiem, zabolało mnie. Zabolała mnie
moja własna głupota. Zdobyłam się jedynie na odpisanie, że może się pocałować a
teraz żałuję, że nie napisałam jeszcze paru epitetów ;)
Ach, warto by dodać, że Pan ten jakiś czas później, gdy już wszystko jakoś
przewietrzało (przypadkowe spotkanie) powiedział mi, że nigdy mnie nie kochał,
tak luźno, jakby właśnie opowiadał o tym co fajnego leci teraz w kinach.

2. Przeprowadziłam się na czas nieokreślony do chłopaka, z którym nie bardzo mi
się układało. Nie układało nam się, bo nie dałam sobą rządzić. Teraz tak
twierdzę. Swego czasu poprosił mnie (nawet całkiem miło), bym wyprała mu spodnie
i koszulkę z trawy. Każdy, kto zajmuje się w domu praniem dobrze wie, że trawa
to takie cholerstwo, które sprać się da przy jednoczesnym modleniu się o cud i
nastąpieniu tego cudu. Dodam, że w domu nie było pralki, siedziałam przy wannie
kilka godzin tylko po to, by zrobić mu przyjkemność i pokazać, że na prawdę o
Niego dbam. Po jakimś czasie on wrócił, wyszedł na balkon, wrócił czerwony jak
cegła i wrzasnął "ZMOCZYŁAŚ CAŁOŚĆ???? A pomyślałaś w czym ja jutro do pracy
pójdę??? To mój jedyny ubiór do ćwiczeń w plenerze!!!! To nie wyschnie do
jutra!!!!". Mowę mi odjęło. Jak bum cyk cyk, gdyby kumpla nie było obok to w
życiu nie uwierzyłby mi w to nikt, przynajmniej miałam kolegę na potwierdzenie ;)

  Czerwiec2004-czekam na Was-częśćII
Witajcie!
Na początek dzięki za życzenia takie milutkie tak cieplutko sie poczułam.
Duszko,ja też zmatwiłam się tymi sterydami Szymusia.Czy to naprawdę konieczne?
Wiesz, ja jak Irminka miała uczulenie na pokarmy i wysypkę to :
po 1.zmieniałam płyn do kąpania z oilatum na linolę - bo moj pediatra
powiedział ,że skóra przyzwyczaja się do jednego płynu i pózniej już nie pomaga
kąpanie.Przy silnej wysypce nie kąpałam jej codziennie.kąpałam zamiennie raz
tym raz tamtym
po 2. lekarka poleciła mi taki krem - do kupienia w aptekach SVR z
mącznikiem,bardzo tłusty(duża butelka kosztuje 60 zł) ale się opłaciło bo obyło
się bez sterydów.Uważaj na nie tym bardziej jeśli będziesz stosować na buzkę-
fatalnie wygląda pózniej skórka,bardzo wysuszona,ściagnięta.
Co do tłuszczaka to spokojnie, czasem nie trzeba go usuwać .Może nie bedzie
grozny dla zdrowia,a tylko względy kosmetyczne zadecydują o usunięciu.Głowa do
góry będzie dobrze.
A jeśli chodzi o błędy wychowawcze.Ja przy Irmince staram się wychowywać ja
bezstresowo,czytaj:0 klapsów i czasem to nerwy mi puszczają mam nadzieję,że to
minie ten okropny bunt 3 latka bo....Idalkę,też będę tak wychowywać.
Ale jestem bardzo przewrazliwiona jeśli chodzi o ruch dzieci,wydaje mi sie
ciągle,że Irma biegajac,skaczac zrobi sobie krzywdę i ja już widzę jak ona ją
sobie robi zanim ona zacznie biec.To moja najwieksza porażka bo ciagle ja
strofuję: nie biegaj,nie podskakuj itd.Mam nadzieję,że uniknę tego przy Idzie.
Dużo,mowiłam do Irminki opowiadałam co robię co widze i dzięki temu zaczeła
bardzo szybko mowić.Nigdy nie zdrabniałam(to mój sukces wychowawczy) więc
Irminka też starała sie i mowiła poprawnie.Nigdy nie używałam "dziecięcej mowy"
kiedy się do niej zwracałam.A i czytajcie dzieciom to ważne! Naprawde warto bo
to pięknie kształtuje mowę i wyobraznię.
Moją bolączka jest to,że ani z jedną ani z drugą nie mogłam pozostać na
wychowawczym i czasem omija mnie tyle ważnych rzeczy i postępów w rozwoju.
A jeszcze jedno wychowanie dzieci to sztuka cierpliwości i kompromisu.Tego
trzeba się nauczyć ale jesli sie kocha to przychodzi to łatwo i tak jak
Hamaliel mimo gorszych dni potrafi tak się wyciszyć i zrozumiec malutką,ze
wszystko jest ok.
Tak trzymać.
Ale się rozpisałam.Raz jeszcze dziękuję za życzenia.Pozdrawiam!!!